Trasa Gazociągu Północnego, którym od 2010 roku ma płynąć przez Bałtyk z Rosji do Niemiec gaz ziemny, ulegnie zmianie. Korekta podyktowana jest względami ekologicznymi.

REKLAMA

Jak zapowiedziała spółka Nord Stream, gazociąg zostanie poprowadzony na północ, a nie na południe od wyspy Bornholm. Na dnie morza na południe od tej wyspy zalegają zatopione w czasie wojny zapasy amunicji. Zmiana trasy zwiększy odległość gazociągu od zagrożonej strefy. 1200-kilometrowa magistrala wydłuży się o osiem kilometrów.

Jak wyjaśnili przedstawiciele konsorcjum, decyzję podjęto na podstawie analiz dotyczących ochrony środowiska. Zmianę trasy uzgodniono z władzami duńskimi i niemieckimi.

Organizacje ochrony środowiska ostro krytykowały dotychczasowy przebieg gazociągu. Jak twierdzi stowarzyszenie BUND, w okolicach Bornholmu i Gotlandii znajduje się 40 tys. ton amunicji z czasów wojny. Ekolodzy ostrzegają, że także w latach 70. w Bałtyku zatopiono kilkaset tysięcy ton amunicji.

Przewodnicząca BUND w Meklemburgii Corinna Cwielag powiedziała, że zmiana trasy jedynie ograniczy zagrożenie, lecz nie zlikwiduje go. Nowa trasa zahacza o teren, na którym znajdują się bomby z gazem musztardowym, zawleczone tam przez duńskie kutry rybackie, stosujące do połowu ryb sieci sięgające dna morskiego.

Po oddaniu do użytku pierwszej nitki Gazociągu Północnego ma płynąć nim rocznie 27,5 mld metrów sześciennych gazu. Nord Stream jest spółką, w której rosyjski Gazprom ma 51 proc. akcji, a niemieckie koncerny BASF i E.ON po 24,5 proc. Polska jest przeciwna budowie gazociągu. Powodem są nie tylko zastrzeżenia ekologiczne, lecz także obawa, że omijająca Polskę rosyjsko-niemiecka magistrala wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo energetyczne kraju.