Na swoim pierwszym spotkaniu wyborczym w Marsylii prezydent Francji, który walczy o reelekcję, zapowiedział "zaciskanie pasa". Nicolas Sarkozy stwierdził, że jeżeli pozostanie w Pałacu Elizejskim, to jego rodacy będą musieli zgodzić się na wyrzeczenia.

REKLAMA

Sarkozy wierzy, że zapowiedź oszczędności przysporzy mu popularności przez wyborami. Urzędujący prezydent Francji powtarza, że faworyt w wyścigu do Pałacu Elizejskiego, socjalista François Hollande kłamie, kiedy mówi na przykład o możliwości zwiększenia zatrudnienia wśród nauczycieli.

Sarkozy twierdzi, że w związku z kryzysem w eurolandzie zwiększenie wydatków publicznych grozi katastrofą. Według wielu komentatorów, jego strategia jest dosyć odważna, ale może przynieść korzyści, bo program wyborczy jego przeciwnika uznawany jest przez wielu ekspertów za nierealistyczny. Na razie jednak Hollande ma ciągle nad Sarkozym około 6-8 procentową przewagę w sondażach popularności.

Sarkozy: Uniknęliśmy katastrofy

Francuski prezydent podkreślił dzisiaj w Marsylii, że Francja, dotknięta w 2008 roku kryzysem, zdołała "uniknąć katastrofy". Światowe banki upadały, wasze miejsca pracy były zagrożone. Udało nam się uniknąć tej katastrofy - mówił, kreując się na gwaranta francuskiego państwa opiekuńczego, choć w 2007 roku bronił bardzo liberalnej polityki gospodarczej.

Zaznaczył też, że nie obawia się o swoje notowania i będzie bronił niepopularnych decyzji - takich jak podniesienie wieku emerytalnego. Prezydent zapewnił również, że nie zamierza być "kandydatem nielicznej elity, przeciwko ogółowi" i bronił planowanych przez siebie referendów w sprawie imigrantów i systemu zasiłków dla bezrobotnych. Referendum leży w duchu Piątej Republiki - przekonywał, krytykując tych, którzy sądzą, "że zwrócenie się do narodu (z pytaniem w referendum) jest populistyczne, ponieważ w gruncie rzeczy uważają oni, że naród nie jest dość rozsądny i dość inteligentny".

Sarkozy powtórzył, że sprzeciwia się przyznaniu obcokrajowcom (spoza UE) prawa głosu w wyborach lokalnych, co z kolei popiera Hollande. Kiedy kocha się Francję, narodowość francuska nie może być sprowadzona jedynie do adresu (...) - mówił.