Pomimo zabiegów Warszawy, by wyrugować wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa z wysłuchania Polski w Radzie UE – komisarz weźmie jednak udział w posiedzeniu 26 czerwca. Na wniosek Polski jego rola została jednak nieco ograniczona. To uzgodnienie ambasadorów krajów UE po gorącej, prawie półtoragodzinnej debacie. Polsce nie udało się odsunąć w czasie wysłuchania. Możliwe są także kolejne jego części – zależeć to będzie od przebiegu wtorkowego spotkania.

REKLAMA

Oczywiście, że Timmermans będzie na wysłuchaniu, to było od początku jasne - powiedział dziennikarce RMF FM dyplomata jednego z krajów UE po spotkaniu ambasadorów. To właśnie on zabierze głos jako pierwszy i przedstawi stan dialogu z Polską. Nie będzie jednak zadawał pytań i nie podsumuje wysłuchania. To rozstrzygnięcie jest zgodne z postulatami polskich władz.

Po Timmermansie głos zabierze przedstawiciel naszego kraju, czyli wiceszef MSZ Konrad Szymański. Później rozpoczną się pytania państw członkowskich. Każdy minister będzie mógł zadać jedno i dopytać. Wysłuchanie podsumuje przewodnicząca w Unii Bułgaria.

Jak ujawnił jeden z dyplomatów UE, tematem wysłuchania będą zastrzeżenia KE, które skłoniły ją 20 grudnia 2017 r. do wnioskowania o uruchomienie wobec Polski art.7 Traktatu UE. Chodzi więc m.in. o ustawę o Sądzie Najwyższym, ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, skargę nadzwyczajną i Trybunał Konstytucyjny.

Podczas spotkania ambasadorów UE Polska zabiegała także o odłożenie wysłuchania. Już w dokumencie ujawnionym przez dziennikarkę RMF FM we wtorek polskie władze argumentowały, że lepiej zorganizować oddzielne posiedzenia Rady UE w tej sprawie. Chodziło o to, żeby uniknąć "grillowania" na wielu spotkaniach. Jednak większość krajów opowiedziała się za utrzymaniem daty 26 czerwca. Możliwe są kolejne części wysłuchania w zależności od przebiegu tego we wtorek - powiedział dziennikarce dyplomata jednego z krajów UE.

Jak ustaliła nasza korespondentka, mają zostać wprowadzone zmiany w rozkładzie miejsc na sali podczas wysłuchania. Nie chodzi o to, żeby oddzielić Polskę od reszty, ale by umożliwić większej grupie z polskiej delegacji siedzenie obok siebie - ocenia jeden z polskich dyplomatów.

Zgodnie z procedurą art. 7, po etapie wysłuchania i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego państwa członkowskie mogą stwierdzić, że istnieje wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez Polskę wartości unijnych. Potrzeba do tego większości czterech piątych głosów. Wcześniej Rada UE może jeszcze skierować zalecenia do władz w Warszawie.