Co najmniej 13 osób zginęło, a 43 zostały ranne w niedzielę w wypadku autokaru na autostradzie łączącej Walencję z Barceloną na północnym wschodzie Hiszpanii. Autokarem podróżowali studenci, w tym zagraniczni. 30 osób przewieziono do szpitali. Kierowca pojazdu jest przesłuchiwany.

REKLAMA

/ JAUME SELLART (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ JAUME SELLART (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ Jaume Sellart (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ Jaume Sellart (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ Jaume Sellart (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ Jaume Sellart (PAP/EPA) / PAP/EPA

Do wypadku doszło na autostradzie AP7, biegnącej wzdłuż wschodniego wybrzeża Hiszpanii, niedaleko Freginals, około 150 km na południe od Barcelony, stolicy Katalonii.

Studenci wracali z Walencji, gdzie odbywało się tradycyjne święto ognia (Fallas de Valencia), znane m.in. z pokazów fajerwerków.

Autobus zderzył się czołowo z samochodem osobowym, następnie przewrócił się.

Kierowca uderzył w barierę po prawej stronie jezdni i skręcił w lewo tak gwałtowne, że autokar znalazł się na drugim pasie autostrady - wyjaśniał dyrektor departamentu spraw wewnętrznych Katalonii Jordi Jane. Kierowca wyszedł cało z wypadku i jest obecnie przesłuchiwany.

Autobusem podróżowało 56 studentów Erasmusa, uczących się na uniwersytecie w Barcelonie. Poszkodowani - to jak twierdzi El Mundo - studenci z Ukrainy, Turcji, Szwajcarii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Większość z nich jest w ciężkim stanie. Jak podaje agencja EFE, to młodzi ludzie w wieku od 22 do 29 lat.

Wiozący ich autokar zderzył się z autem w miejscu, który według lokalnych władz, jest tak zwanym "czarnym punktem", czyli niebezpiecznym fragmentem drogi. Autobus jechał jako ostatni w kolumnie pięciu pojazdów, pozostałe cztery kontynuują podróż.

(j.)