„To nie jest dobry moment na turystykę” – mówi jasno w rozmowie z „El Pais” przedstawiciel branży hotelarskiej z La Palmy. W ubiegłą niedzielę doszło tam do wybuchu wulkanu Cumbre Vieja. Niecodzienne zjawisko ściąga na wyspę mnóstwo gapiów, co irytuje przedstawicieli służb takich jak obrona cywilna.

REKLAMA

La Palma to kanaryjska wyspa, która jest zdecydowanie mniej popularna wśród turystów niż Teneryfa czy Gran Canaria. Erupcja wulkanu Cumbre Vieja sprawiła jednak, że na wyspie trudno znaleźć nocleg. Osób, które chcą zobaczyć jęzory lawy, nie odstrasza nawet fakt, że aby dostać się na La Palmę trzeba zapłacić zdecydowanie więcej niż zazwyczaj.

"El Pais" podaje przykład turysty z Urugwaju, który podróżuje od siedmiu miesięcy po całym świecie. Ostatni etap jego wojaży to Wyspy Kanaryjskie. Mężczyzna był na Fuertaventurze, gdy wulkan wybuchł. "Od tego czasu myślałem, czy przyjechać. W końcu się zdecydowałem" - przyznał Andres Amegeiras. Za bilet lotniczy zapłacił 500 euro, choć normalnie taka podróż kosztuje mniej więcej 60 euro.

Takich osób jak Andreas jest mnóstwo. Na dodatek na wyspie pojawiło się też wielu dziennikarzy relacjonujących wydarzenia na wyspie. "Nasi współpracownicy przekazali nam, że więcej turystów z innych wysp kieruje się do nas" - twierdzi Juan Pablo Gonzalez, menadżer Ashotel funkcjonującego na Wyspach Kanaryjskich.

ZOBAC ZRÓWNIEŻ: Wybuch wulkanu na La Palma. Zamknięto lotniska na sąsiednich wyspach

"Mają prosty cel: zobaczyć wulkan. To nie jest dobry moment na turystykę na La Palmie, to czas, żeby pomagać innym, a ci ludzie tego nie robią. Zamiast tego zajmują łóżka, które mogłyby być wykorzystywane przez służby" - dodaje. Problemy ze znalezieniem miejsca noclegowego mają osoby, które ze względu na ewakuację musiały opuścić swoje domy.

W środę grupa funkcjonariuszy obrony cywilnej poskarżyła się dziennikarzom, którzy w Santa Cruz de Tenerife mieli wsiąść na pokład łodzi kierującej się na La Palmę, że bilety na kurs dostali turyści chcący zobaczyć erupcję, a dla mundurowi miejsca nie wystarczyło.

Puste niegdyś drogi korkują się, a wynajmowane auta mieszają się z samochodami rezydentów. Jak podkreśla "El Pais", na niewielkim obszarze Tajuya w gminie El Paso, gdzie można obserwować erupcję, regularnie dochodzi do napadów. To coś niespotykanego w tym miejscu. Służby odradzają podróże na La Palmę i przyznają: "Mieliśmy problemy z zatorami na drogach. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak niebezpieczne to może być". Apele niewiele jednak dają.

Kanaryjska obrona cywilna podała w sobotę, że choć od piątkowego wieczora na Cumbre Vieja pojawiły się dwa nowe źródła lawy, to intensywność erupcji wulkanu zmalała.

Służby medyczne wyspy zaleciły tymczasem mieszkańcom La Palmy noszenie masek ochronnych oraz gogli w związku z nagromadzeniem na ulicach wyspy popiołu wulkanicznego. Jego poziom przekracza już kilka centymetrów. Setki domów na wyspie zostały zniszczone przez lawę.


NIE PRZEGAP: Hiszpania: Coraz więcej "negacjonistów wulkanu". Twierdzą, że erupcja nie jest przypadkowa