​Wciąż niespokojna sytuacja jest w Kosowie. Po tym, jak Prisztina postawiła na swoim i nakazała mieszkającym w kraju Serbom wymienić tablice rejestracyjne, zaczęli buntować się lokalni działacze, urzędnicy i funkcjonariusze.

REKLAMA

Od 1 listopada Kosowo wymaga, aby samochody mieszkańców miały lokalne tablice rejestracyjne. Na północy kraju mieszka jednak bowiem wielu Serbów, którym ta zmiana nie w smak. Prisztina zapowiadała na początek upominanie niesfornych właścicieli, a z czasem zamierza ich też karać.

To kolejna odsłona konfliktu o tę sprawę. W reakcji na działania Prisztiny Belgrad postawił armię w stan gotowości bojowej.

W proteście przeciwko działaniom władz Kosowa przedstawiciele mniejszości serbskiej zrezygnowali ze swoich stanowisk w instytucjach państwowych, w tym w rządzie, policji i sądach. Minister Goran Rakić (lider partii Serbska Lista) ogłosił, że urzędnicy i funkcjonariusze wrócą do pracy, jeśli Prisztina zrezygnuje ze swoich planów.

Szef lokalnej policji Nenad Djurić został z kolei zawieszony, gdyż odmówił implementowania planu wymiany tablic. Szef MSW Kosowa Xhelal Svecla stwierdził, że bunt funkcjonariusza uderza w bezpieczeństwo i stabilność Kosowa.

Całkowita liczba osób, które odeszły ze stanowisk nie jest znana. Według źródeł agencji Reutera w MSW Kosowa, w niektórych jednostkach policji wydłużono czas pracy z 8 do 12 godzin z powodu braku serbskich funkcjonariuszy.

Zgodnie z nowymi kosowskimi przepisami, w kraju obowiązuje zakaz używania przez mieszkańców serbskich tablic rejestracyjnych. Ci, którzy nie zdążą wymienić numerów, zostaną ukarani grzywną w wysokości 150 euro. Do 21 kwietnia 2023 roku obowiązuje okres przejściowy, po którym władze Kosowa zaczną konfiskować samochody z serbskimi rejestracjami.

Serbia wciąż nie uznaje niepodległości Kosowa i torpeduje wszelkie działania suwerennościowe kraju. Zgodnie z konstytucją jest to autonomiczna prowincja, będąca częścią Serbii. Region w większości jednak nie jest pod kontrolą Belgradu.