Polski jacht „Bona Terra” przegrał z Przylądkiem Horn. Łódź zatonęła u wybrzeży Chile. Kapitan jednostki Janusz Słowiński, który zamierzał samotnie przepłynąć Ocean Spokojny, został uratowany przez załogę kutra rybackiego.

REKLAMA

Janusz Słowiński po wyjściu z portu w Puerto Williams kierował się na Wyspę Wielkanocną. W okolicach Przylądka Horn dostał się w bardzo trudne warunki. Prędkość wiatru przekraczała 180 kilometrów na godzinę, a wysokość fal dochodziła do 10 metrów. Żywioł zaatakował jacht - złamały się oba maszty, uszkodzeniu uległ kadłub. Kapitan Słowiński wezwał więc pomoc przez radio.

Do akcji ratunkowej ruszyła chilijska marynarka wojenna, a także znajdujące się w tym rejonie inne statki. Ostatecznie polskiego żeglarza podjął na pokład kuter rybacki. Janusz Słowiński trafił do szpitala w Puerto Williams. Stan jego zdrowia lekarze ocenili jako dobry.

Niedawno jacht „Bona Terra”, którą dowodził Janusz Słowiński, wpisała się w historię polskiego żeglarstwa najdalszym rejsem na południe, w ostatnim etapie wyprawy Sails on Antarctica. Z końcem lutego Andrzej Kucharczyk, Tomasz Józik, Dominik Grott, Zbigniew Romanowski i Krzysztof Dębek dopłynęli do Wyspy Aleksandra i jako pierwsi w historii polskiego żeglarstwa morskiego pokonali 68. stopień szerokości południowej.

14-metrowy kecz „Bona Terra” został zbudowany w 1995 r. Mierzył 14 metrów długości i 4 metry szerokości. Powierzchnia jego żagli wynosiła 80 metrów kwadratowych. Łódź miała w swej historii kilka znaczących sukcesów, m.in. opłynięcie globu trasą passatową i dwukrotne okrążenie Przylądka Horn.