Tysiące mieszkańców Hongkongu zlekceważyły zakaz i rozpoczęły kolejną manifestację przeciw lokalnym władzom i przeciw ograniczaniu autonomii regionu przez rząd centralny ChRL. Jest to już 15. z rzędu niedziela prodemokratycznych protestów w tym mieście.

REKLAMA

O zgodę na marsz z okolicy Causeway Bay do finansowej dzielnicy Central starał się Obywatelski Front Praw Człowieka (CHRF), ale policja odrzuciła ten wniosek. Front odwołał manifestację i zapowiedział, że odbędzie się ona w innym terminie.

Nie powstrzymało to jednak tysięcy osób przed wyjściem na ulice. W internecie namawiano do "pójścia na spacer" między Causeway Bay a Central - podała publiczna stacja RTHK.

Policja ostrzegła w komunikacie, że demonstranci biorą udział w nieautoryzowanym zgromadzeniu i powinni natychmiast "zaprzestać nielegalnych działań". Według komunikatu protestujący okupują kilka głównych ulic, co powoduje poważne utrudnienia w ruchu.

Wielu protestujących niesie amerykańskie flagi, a niektórzy nawet transparenty z hasłami popierającymi prezydenta USA Donalda Trumpa - pisze RTHK. Odniesienia do Stanów Zjednoczonych mogą rozgniewać władze Chin, zwłaszcza, że dwustronne relacje pomiędzy tymi krajami są obecnie bardzo napięte.

Wcześniej w niedzielę setki osób pikietowały przed konsulatem Wielkiej Brytanii. Demonstranci wzywali brytyjski rząd, aby przyjrzał się realizacji zasady "jeden kraj, dwa systemy" i podjął działania przeciwko "łamaniu wspólnej chińsko-brytyjskiej deklaracji", która określiła zasady zarządzania Hongkongiem po jego przyłączeniu do ChRL w 1997 roku.

Według tej deklaracji, podpisanej przez Chiny i Wielką Brytanię w 1984 roku, mimo zwierzchnictwa Pekinu, Hongkong powinien co najmniej do 2047 roku zachować swoją odrębność od reszty ChRL, w tym niezawisłe sądownictwo, podział władz i swobody obywatelskie. Regionowi obiecano również pełną demokrację, choć nie sprecyzowano, kiedy ma zostać wprowadzona.

W sobotę setki uczniów szkół średnich pikietowały na placu Edinburgh Place w dzielnicy Central, by wyrazić poparcie dla protestujących i ich postulatów. Była to jedyna prodemokratyczna demonstracja tego dnia, na jaką zezwoliły władze.

Mimo zakazu setki innych osób usiłowały jednak przejść w marszu w miejscowości Tin Shui Wai na hongkońskich Nowych Terytoriach. W kilku miejscach regionu doszło również do przepychanek pomiędzy propekińskimi lojalistami a zwolennikami antyrządowych protestów. Rywalizujące grupy kilkakrotnie musiała rozdzielać policja.

Fala protestów zaczęła się od sprzeciwu wobec zgłoszonego przez władze Hongkongu projektu zmian prawa, który miał między innymi umożliwić ekstradycję podejrzanych do Chin kontynentalnych. U podstaw tego sprzeciwu leży brak zaufania do chińskiego wymiaru sprawiedliwości oraz poczucie, że rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię Hongkongu.

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam obiecała niedawno, że wycofa kontrowersyjny projekt, ale nie przychyliła się do żadnego z czterech pozostałych postulatów protestujących. Żądają oni powołania niezależnej komisji do zbadania działań rządu i rzekomych przypadków nadużycia siły przez policję, nienazywania demonstracji "zamieszkami", uwolnienia wszystkich zatrzymanych demonstrantów oraz demokratycznych wyborów władz regionu.