Prezydent USA Donald Trump w czasie uroczystości przed Pentagonem uczcił pamięć ofiar ataków terrorystycznych z 2001 roku. Zapewnił, że "Ameryka nigdy o nich nie zapomni".

REKLAMA

Każdy Amerykanin który przeżył ten dzień, ma pamięć o atakach 11 września wrytą w swoje serce. To był dzień przepełniony szokiem, przerażeniem, smutkiem i uzasadnioną wściekłością - powiedział prezydent, któremu towarzyszyła pierwsza dama Melania Trump.

Zamknięta dla publiczności uroczystość zorganizowana przed głównym wejściem do Pentagonu zgromadziła przedstawicieli administracji, korpus oficerski i gości - głównie rodziny i bliskich ofiar. Trump zapowiedział, że Ameryka nigdy nie dopuści, aby taka tragedia się powtórzyła, a jeśli "terrorysta będzie nawet próbował dostać się na terytorium Stanów Zjednoczonych, to Ameryka użyje siły, jakiej nigdy nie użyła w przeszłości".

W swoim wystąpieniu wyjaśnił, że odwołał planowane niedawno w prezydenckim ośrodku wypoczynkowym w Camp David w stanie Maryland tajne negocjacje z przedstawicielami rządu afgańskiego i delegacją talibów, gdy talibowie wzięli na siebie odpowiedzialność za dokonany 5 września atak bombowy w Kabulu, w którym zginęło 12 osób, w tym sierżant amerykańskich sił lądowych.

Wielu komentatorów politycznych skrytykowało Trumpa za to, że planował negocjacje z talibami, którzy udzielali schronienia terrorystom z Al-Kaidy, sprawcom ataków z 11 września 2001 r. na kilka dni przed 18. rocznicą tych zamachów.

Prezydent obiecał w swoim wystąpieniu, że władze zawsze będą wspierać ofiary, rodziny ofiar i wszystkie osoby, które ucierpiały w wyniku ataków. Do tej pory rząd federalny wydał na odszkodowania dla ofiar ataków z 11 września ponad 5 mld dolarów, a odszkodowania otrzymało ponad 51 tys. osób. W lipcu Kongres przyjął ustawę zapewniająca, że do roku 2090 nie zabraknie funduszy na pomoc dla ofiar i rodzin ataków.

"Zrozumiałem, że świat się zmieni"


Trump, który występował po ministrze obrony Marku Esperze, powiedział, że jak każdy Amerykanin, który przeżył ataki, pamięta, co robił, kiedy pierwszy z czterech uprowadzonych przez terrorystów samolotów wbił się w północną wieżę World Trade Center na Manhattanie. Czekałem przed telewizorem, bo miał być nadany wywiad z Jackiem Welchem, legendarnym szefem General Motors, kiedy niespodziewanie program został przerwany - opowiadał.

Na początku były rożne doniesienia, jedno z nich, że jest to pożar w kotłowni, ale wiedziałem, że nie ma kotłowni na dachu, później, że to była eksplozja w (restauracji) Windows on the World, było dużo zamieszania, nikt nie wiedział naprawdę, co się stało. Patrzyłem przez okno w śródmieściu bezpośrednio na World Trade Center. Kiedy zobaczyłem drugi samolot, pędzący w nieprawdopodobną szybkością w kierunku drugiej wieży, zrozumiałem, że świat się zmieni, że nie będzie i nie może pozostać takim samym niewinnym miejscem, jakim - jak myślałem - był - wspominał amerykański prezydent.

Donald Trump przeżył ataki 11 września w Nowym Jorku, gdzie był przedsiębiorcą budowlanym, potentatem handlu nieruchomościami, producentem telewizyjnym i gospodarzem reality show "The Apprentice" (Czeladnik).

W ataku na Pentagon zginęło w sumie 189 osób: 125 pracowników ministerstwa obrony znajdujących się w budynku, 59 pasażerów i członków załogi uprowadzonego samolotu American Airlines lotu nr 77 oraz pięciu terrorystów.

Atak na Pentagon był pierwszym atakiem na amerykański budynek rządowy od roku 1814, kiedy podczas wojny o niepodległość dawnych kolonii wojska brytyjskie zaatakowały stolicę młodej federacji, paląc m.in. Biały Dom i siedzibę Kongresu.