1 maja minęły 3 lata od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej i otwarcia brytyjskiego rynku pracy. Ilu jest naszych rodaków w Wielkiej Brytanii? Czy wrócą do Polski? Jak układają się ich stosunki z Brytyjczykami i innymi Polakami? Na te pytania odpowiadaliśmy w Faktach z Londynu, gdzie RMF FM i reporter Michał Zieliński byli przez cały dzień.

REKLAMA

Zobacz również:

Dane rządowe mówią o 350 tysiącach Polaków pracujących i mieszkających w Wielkiej Brytanii. Same instytucje rządowe dodają do tych szacunków 50 proc. pracujących na czarno. W sumie daje to ponad pół miliona osób i o takiej liczbie pisze poważna brytyjska prasa. Polskie media szacują jednak, że przebywa tam milion osób – liczba ta dotyczy jednak Wysp Brytyjskich łącznie z Irlandią i obejmuje również przyjeżdżających na krótkie pobyty zarobkowe.

Dla Polaków wyjazd do pracy na Wyspy wiąże się z lepszymi zarobkami niż w Polsce. Zadowoleni są też Brytyjczycy, dla których zatrudnianie pracowników z Polski bardziej się opłaca. Jednak, jak każda praca, także ta na Wyspach ma swoje minusy.

Jedna trzecia Polaków jadących na Wyspy nie zna nawet podstawowego angielskiego - wynika z badań organizacji COMPAS. Jedna dziesiąta ocenia swój język jako płynny, reszta - jako średni. A to właśnie nieznajomość języka jest jedną z głównych barier w pracy.

Zobacz również:

Brytyjscy pracodawcy i prasa wychwalają nie tylko fachowość, ale też wysoką etykę pracy naszych rodaków. Wiąże się to przede wszystkim z wyższymi niż w Polsce zarobkami. Ponad 90 procent Polaków z unijnej emigracji ma wynagrodzenie zbliżone do minimalnej płacy, czyli 5,5 funta za godzinę. Średnia stawka, według Uniwersytetu Surrey, przekracza nieznacznie 6 funtów.

Zobacz również:

Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że 60 procent Polaków nie chce, by ich szefami byli rodacy. Połowa twierdzi, że prędzej zaufa Anglikowi niż Polakowi, a 80 procent mówi wprost, że wstydzi się swoich rodaków.

Zobacz również:

Londyński Hammersmith, to dawna polska enklawa. Reporter RMF FM Paweł Świąder sprawdzał, czy łatwo znaleźć pracę. Zaczął od sławnej „ściany płaczu” - wystawy sklepowej z ogłoszeniami, która przez lata pełniła funkcję pośrednictwa pracy dla Polaków.

To już jednak nie ta sama „ściana płaczu” co kiedyś. W dwóch ogromnych oknach wystawowych, ogłoszenia o pracę zastąpiły reklamy czasopism. Jeszcze kilka miesięcy temu, przychodzili tam Polacy, którzy dopiero co wysiedli z autobusu, który przywiózł ich z kraju. Tam szukali mieszania i pracy. Jednak po skargach mieszkańców okolicznych mieszkańców tablica zniknęła.