Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow zapewnił, że Rosja nie będzie prowadzić wojny z Turcją. Jednocześnie zaznaczył, że zestrzelenie przez tureckie myśliwce rosyjskiego Su-24 nad granicą syryjsko-turecką było "zaplanowaną prowokacją". Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew zagroził natomiast zerwaniem współpracy gospodarczej z Ankarą.

REKLAMA

Moskwa grozi zablokowaniem budowy elektrowni atomowej w Turcji i wprowadza embargo na mięso. Sęk w tym, że - jak zauważa portal RBK - Turcja, kontrolując Dardanele i wyjście z Morza Czarnego, może zablokować Rosję i możliwość zaopatrzenia jej wojsk działających w Syrii. Co więcej, to Rosja eksportuje do Turcji pięć razy więcej, niż stamtąd sprowadza.

Siergiej Ławrow podkreślił na konferencji prasowej, że Moskwa ponownie rozważy stosunki z Ankarą, ale nie poinformował, jakie kroki mogą podjąć rosyjskie władze.

Mówiąc o zestrzeleniu Su-24, stwierdził: Mamy poważne wątpliwości co do tego, czy chodzi o spontaniczny akt, to przypomina zaplanowaną prowokację.

Poinformował, że rozmawiał telefonicznie z szefem tureckiej dyplomacji Mevlutem Cavusoglu, który wyraził ubolewanie z powodu zestrzelenia maszyny i przekazał wyrazy współczucia.

Wojować z Turcją nie zamierzamy, nasz stosunek do narodu tureckiego się nie zmienił. Nasuwają się tylko pytania do władz tureckich - zaznaczył Ławrow.

Stwierdził również, że "terroryści" wykorzystują tureckie terytorium, by przygotowywać zamachy w innych krajach. Nie podał nazw organizacji terrorystycznych ani państw. Dzień wcześniej odradzał Rosjanom wszelkie podróże do Turcji - teraz wyjaśnił, że powodem jest zagrożenie ze strony ekstremistów w Turcji.

Również wpływowy senator Konstantin Kosaczow zażądał, "by rosyjskie społeczeństwo dało Turcji skonsolidowaną odpowiedź", czyli właśnie zrezygnowało z wypoczynku w tym kraju. Turcja jest - obok Egiptu - głównym celem wyjazdów turystycznych Rosjan. Wszelkie rosyjskie loty do Egiptu zostały jednak wstrzymane po katastrofie rosyjskiego airbusa na Synaju 31 października.

We wtorek tureckie myśliwce F-16 zestrzeliły rosyjski bombowiec Su-24, który - według Ankary - naruszył turecką przestrzeń powietrzną. Prezydent Recep Tayyip Erdogan zapewnił w środę, że zamiarem Ankary nie było zwiększanie napięcia w stosunkach z Moskwą. Jak argumentował, Turcja działała wyłącznie, "by bronić swego bezpieczeństwa", "praw naszego narodu" i "praw naszych braci" w Syrii.

Moskwa twierdzi, że rosyjski samolot nie opuścił syryjskiej przestrzeni powietrznej. Rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło, że uważa zestrzelenie Su-24 za akt nieprzyjacielski, a prezydent Rosji Władimir Putin nazwał je "ciosem zadanym Rosji w plecy przez popleczników terroryzmu".

(edbie)