​Szaman Aleksander Gabyszew, którego zatrzymano w autonomicznej republice Buriacji w Rosji, został wysłany do szpitala psychiatrycznego w Jakucji - informuje regionalne Ministerstwo Zdrowia w tym kraju. Gabyszew szedł pieszo do Moskwy, gdzie chciał przeprowadzić rytuał "wypędzenia Władimira Putina".

REKLAMA

, . 202- . " ".https://t.co/wL4RKQSyGF pic.twitter.com/gGLxr6kNK4

tvoyirkutskSeptember 20, 2019

Lokalny resort wyjaśnił, że Gabyszew przejdzie badania psychiatryczne, które będą się opierały na rozmowie z pacjentem, a także przejrzą jego historię chorób. Jeśli ten pacjent choruje, to jesteśmy gotowi zapewnić mu wykwalifikowaną pomoc medyczną. W razie potrzeby można też zaangażować służby socjalne - poinformowało Ministerstwo Zdrowia Jakucji.

Gabyszew wiosną postanowił ruszyć w drogę z Jakucka do Moskwy. W rozmowie z mediami w maju mówił, że chce rozmawiać z Putinem. Wtedy wyglądało to na spokojną pielgrzymkę. Samozwańczy szaman zmienił jednak retorykę w lipcu. Wówczas mówił, że głos boży nakazał mu udać się do stolicy Rosji, by "wypędzić Putina z Kremla".

Putin stara się wzmocnić siłę aparatu państwowego na całym świecie - w Korei Północnej, w Syrii. W krajach europejskich, w Stanach Zjednoczonych jest ona równoważona przez demokrację. Trump w Ameryce próbuje to przełamać, ale jak dotąd mu to nie wyszło. Równowaga musi być - między władzą państwową a ludźmi - mówił szaman. Jego zdaniem prezydent Rosji działa antydemokratycznie.

Media porównują go do Grigorija Rasputina, ze względu na jego niejasny, tajemniczy życiorys. Informacje są bowiem fragmentaryczne i najczęściej pochodzą z jego własnych opowieści. Sam mówi, że jego życie zmieniło się po śmierci żony - wówczas był na skraju załamania i zamieszkał w tajdze, gdzie zbudował kaplicę ku pamięci swojej partnerki. Po powrocie do cywilizacji ogłosił się szamanem, który ma kontakt z Bogiem.

Pierwszą podróż do Moskwy rozpoczął jesienią 2018 roku. Wstrzymał ją jednak po tym, jak jego pies Rex został potrącony na autostradzie.

Moskwa jest oddalona od Jakucji o 8 tysięcy kilometrów.