Siły powietrzne wojsk rządowych zrzuciły bomby kasetowe na Maarrat an-Numan, kluczowe miasto w północno-zachodniej Syrii - poinformowali syryjscy powstańcy. To oni kontrolują miasto, które od kilkudziesięciu dni jest intensywnie bombardowane.

REKLAMA

Rebelianci pokazali dziennikarzowi agencji AFP pozostałości jednej z takich bomb. Na jednym ze stabilizatorów pocisku znajdowały się napisy cyrylicą, co - jak pisze agencja AFP - mogłoby sugerować, że jest produkcji rosyjskiej.

Wczoraj syryjskie źródła opozycyjne podały, że dzień wcześniej wskutek ataków na Maarrat an-Numan zginęło co najmniej 49 osób, w tym 23 dzieci. Tragiczne żniwo zebrały ataki lotnicze i ostrzał artyleryjski miasta. Samoloty sił rządowych zbombardowały budynki mieszkalne i meczet w północno zachodniej części Maarrat an-Numan.

Syryjski reżim: Nie używamy bomb kasetowych

Reżim w Damaszku, przeciwko któremu od połowy marca 2011 roku trwa zbrojne powstanie, odrzuca oskarżenia o stosowanie bomb kasetowych. Bomby te charakteryzuje ogromna siła rażenia. Zrzucane z samolotów lub wystrzeliwane przez artylerię pociski kasetowe wybuchają tuż nad ziemią, wyrzucając ze swego wnętrza setki, a nawet tysiące minibomb, które mają czasem tylko parę centymetrów długości. Rażą skutecznie w promieniu 15 metrów. Znaczna część bomb nie wybucha od razu. Te, które nie eksplodowały, pozostają aktywne i są w stanie zabijać przez ponad 40 lat.

Syria nie ratyfikowała konwencji zabraniającej stosowania, produkcji, składowania i transferu bomb kasetowych. W 2008 roku międzynarodowy traktat w tej sprawie podpisało 107 państw.