Zbuntowane dzielnice syryjskiego miasta Hims są kolejny dzień z rzędu, celem gwałtownego ostrzału prowadzonego przez siły wierne reżimowi Baszara el-Asada. Kontakt z obrońcami praw człowieka w tych dzielnicach jest niemożliwy. To właśnie w Hims zginęła wczoraj dwójka zachodnich dziennikarzy.

REKLAMA

Syryjskie czołgi wjechały do zbuntowanej dzielnicy miasta Hims, Baba Amro. W rozmowie z agencją Reutera działacz Abu Imad, który przebywa w Hims, powiedział, że czołgi wjechały do dzielnicy od południa. Informacje te nie mogą być potwierdzone z niezależnych źródeł, ponieważ władze Syrii utrudniają zagranicznym dziennikarzom wjazd do kraju, a kontakt z obrońcami praw człowieka w zbuntowanych dzielnicach jest niemożliwy.

Dwie dzielnice miasta - Baba Amro oraz Inszaat - są bombardowane od godz. 7, ale pociski moździerzowe spadają też na Chalidiję - powiedział szef Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka Rami Abdel Rahman. Słyszymy przerażające, straszne eksplozje - poinformował z Hims działacz Hadi Abdullah z Generalnej Komisji ds. Syryjskiej Rewolucji. Dzisiaj nie możemy skontaktować się z dziesiątkami działaczy, ani za pomocą Skype'a, ani telefonów satelitarnych - dodał. Potwierdził to Rahman: Łączność jest całkowicie odcięta. Zbieramy informacje z dzielnic, które nie są bombardowane.

Czwartek jest 20. dniem ostrzału Hims. Wczoraj - według organizacji praw człowieka - zginęło tam ponad 80 osób, w tym dwoje zachodnich dziennikarzy. Pociski sił rządowych uderzyły w dom, w którym mieszkali reporterzy. Zabici to Amerykanka Marie Colvin, pracująca dla brytyjskiego "Sunday Timesa", i francuski fotoreporter Remi Ochlik, który niespełna dwa tygodnie temu dostał nagrodę World Press Photo za cykl zdjęć z Libii. Oboje byli doświadczonymi korespondentami wojennymi.

Według organizacji Reporterzy bez Granic (RSF) tym samym wzrosła do siedmiu liczba zagranicznych dziennikarzy, którzy zginęli w Syrii, głównie w Hims. Według danych Obserwatorium Praw Człowieka od marca 2011 roku w wyniku konfliktu w Syrii śmierć poniosło ponad 7,6 tys. ludzi.