Dominique'owi Strauss-Kahnowi postawiono wstępne zarzuty udziału w "bandzie stręczycieli" w tzw. aferze w hotelu Carlton w Lille. Podczas kilkugodzinnego przesłuchania Strauss-Kahn zaprzeczył wszystkim oskarżeniom. Jak tłumaczył, nie wiedział, iż kobiety, które spotykał podczas tzw. libertyńskich wieczorów w Lille, Paryżu i Waszyngtonie, były prostytutkami. Byłemu szefowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego grozi 20 lat więzienia. Prokuratura nakazała mu wpłacenie 100 tysięcy euro kaucji, by mógł pozostać na wolności.

REKLAMA

Zarzut postawiony został Strauss-Kahnowi po ponad 8-godzinnym przesłuchaniu w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Lille na północy Francji śledztwie w sprawie międzynarodowej sieci stręczycieli. W aferę zamieszani są francuscy politycy, biznesmeni, adwokaci i wysocy rangą policjanci. Sieć organizowała orgie z udziałem prostytutek, m.in. niepełnoletnich afrykańskich dziewczyn. Według prokuratury, Strauss-Kahn nie tylko uczestniczył w orgiach, ale również brał aktywny udział w ich organizowaniu. Świadczyć mają o tym SMS-y, które wysłał jednemu ze swoich przyjaciół - polecając mu usługi jednej z prostytutek.

Polski ślad w aferze z prostytutkami

Według prokuratury, orgie były organizowane m.in. przez przedsiębiorcę pochodzącego z rodziny polskich imigrantów: Fabrice'a Paszkowskiego. Podczas jednej z imprez w Paryżu Paszkowski dał Francuzowi telefon komórkowy. Były szef MFW używał go przez ponad trzy lata, aby kontaktować się z nim lub by zamawiać prostytutki do siedziby funduszu w Waszyngtonie. To właśnie z tego telefonu, który przechwyciła policja, Strauss-Kahn wysłał do jednego z przyjaciół obciążającego go SMS-a.

Według świadków, Strauss-Kahn uczestniczył w orgiach po obu stronach Atlantyku. Wysyłano mu też prostytutki z Francji bezpośrednio do siedziby MFW w Waszyngtonie. Finansowali to francuscy biznesmeni.

Jego adwokaci twierdzą, że ich klient nie wiedział, że kobiety uczestniczące w orgiach z jego udziałem oraz kobiety wysyłane mu z Francji do siedziby MFW w Waszyngtonie, były prostytutkami. Według adwokatów ich klient myślał, że po prostu podoba się kobietom. Same prostytutki oraz szef sieci stręczycielskiej twierdzą jednak, że Strauss-Kahn kłamie. Adwokaci byłego dyrektora MFW zapewniają również, że ich klient nie wiedział, że było to finansowane przez francuskich biznesmenów sympatyzujących z lewicowymi politykami - a głównie przez Fabrice'a Paszkowskiego. To 43-letni szef firmy handlującej sprzętem medycznym na północy Francji. Paszkowski przedstawiany jest przez nadsekwańskie media jako człowiek z bliskiego otoczenia Strauss-Kahna. Świadczą o tym m.in. SMS-y, które sobie nawzajem wysyłali. Ten biznesmen usłyszał już jesienią ubiegłego roku zarzuty "stręczycielstwa w ramach zorganizowanej bandy, członkostwa w grupie przestępczej, oszustwa i malwersacji". Prokuratura twierdzi, że finansował orgie nie ze swojej prywatnej kieszeni, tylko z kas swojego przedsiębiorstwa.

Problemy Strauss-Khana za oceanem

Międzynarodowa sieć stręczycielska została rozbita przez francuską i belgijską policję. Według prokuratury w Lille, zamieszani w nią byli politycy, biznesmeni, adwokaci, wysocy rangą policjanci i członkowie dyrekcji luksusowego Hotelu Carlton w tym mieście. W sumie zarzuty usłyszało już osiem osób, w tym miejscowy szef policji. Według mediów, jedna z prostytutek została Strauss-Kahnowi wysłana z Francji do USA w przeddzień aresztowania 62-letniego francuskiego polityka w nowojorskim Hotelu Sofitel pod zarzutem napaści seksualnej i próby gwałtu na pokojówce Nafissatou Diallo w maju ubiegłego roku. Postępowanie karne zostało w USA umorzone, bo prokurator uznał, że wiarygodność Diallo nie jest wystarczająca. Pokojówka zmieniała bowiem kilka razy wersje wydarzeń. Trwa jednak postępowanie cywilne przeciwko byłemu szefowi MFW, któremu ciągle grozi z tego powodu proces w Stanach Zjednoczonych. Jutro ma się odbyć pierwsze przesłuchanie obu stron w Nowym Jorku.