Nagłe zamknięcie międzynarodowego lotniska w El Paso w Teksasie wywołało konsternację w zasadzie wśród wszystkich - polityków, przedstawicieli lokalnych władz, mieszkańców i pasażerów. Co zatem stało się na południu Stanów Zjednoczonych? Najnowsze ustalenia przeczą wcześniejszym.

REKLAMA

  • Przez kilka godzin zamknięta była przestrzeń powietrzna nad miastem El Paso w Teksasie.
  • Od początku nie było wiadomo, co doprowadziło do odwołania lotów; władze nie podały żadnych powodów.
  • Późniejsze ustalenia amerykańskich mediów różnią się od tych pierwotnych.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Nagła decyzja

W środę rano, dokładnie o godz. 4:32 czasu polskiego, amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wydała NOTAM o zamknięciu na 10 dni (do 21 lutego) międzynarodowego portu lotniczego w El Paso w Teksasie. W krótkim komunikacie tekstowym nie podano powodu decyzji, wspomniano jedynie, że tymczasowe ograniczenia lotów mają związek ze "szczególnymi względami bezpieczeństwa".

The FAA has issued a NOTAM halting all flight operations at El Paso International Airport (ELP/KELP) for 10 days.The reason given is Temporary flight restrictions for special security reasons." pic.twitter.com/H7NWZ3KnBp

flightradar24February 11, 2026

Nagła decyzja o zamknięciu przestrzeni powietrznej na 10 dni, w dodatku w żaden sposób nieuargumentowana, wywołała konsternację zarówno wśród lokalnych władz, jak i polityków "większego kalibru". Zaskoczone były również linie lotnicze i pasażerowie.

Co się stało?

Początkowo przedstawiciele amerykańskiej administracji tłumaczyli zamknięcie lotniska w El Paso naruszeniem przestrzeni powietrznej przez drony należące do meksykańskich karteli narkotykowych. Głos w sprawie zabrał nawet sam sekretarz transportu, Sean Duffy.

"FAA i Departament Pracy podjęły szybkie działania w odpowiedzi na atak dronów należących do kartelu. Niebezpieczeństwo zostało zneutralizowane i nie ma zagrożenia dla ruchu komercyjnego w regionie" - zapewniał.

Kilka godzin później amerykańskie media przekazały jednak nowe ustalenia - według np. CNN, zamknięcie przestrzeni powietrznej nad lotniskiem w El Paso i sąsiadującą bazą wojskową Fort Bliss było efektem sporu między Pentagonem a Federalną Administracją Lotnictwa.

Amerykańskie wojsko planowało przeprowadzić testy nowej broni laserowej przeznaczonej do zwalczania dronów, jednak nie skoordynowało tych działań z cywilnymi władzami lotniczymi.

Przedstawiciele obu instytucji mieli omówić potencjalne skutki testów w najbliższych tygodniach, jednak Pentagon zdecydował się na wcześniejsze przeprowadzenie prób. W odpowiedzi FAA zamknęła lotnisko, nie informując o tym lokalnych ani federalnych władz. Choć lotnisko miało być zamknięte przez 10 dni, ograniczenia zniesiono po ośmiu godzinach i rozmowach w Białym Domu.

Testy broni i problemy komunikacyjne

Jak podaje telewizja CBS News, podobne naruszenia przestrzeni powietrznej przez drony miały miejsce już wcześniej, jednak nigdy nie doprowadziły do zamknięcia lotniska. Według tych samych źródeł, wojsko przeprowadziło już co najmniej jeden test nowej broni w ubiegłym tygodniu, zestrzeliwując balon.

CBS News zwraca również uwagę na powtarzające się problemy komunikacyjne między agencjami, które w przeszłości prowadziły do niebezpiecznych sytuacji między samolotami wojskowymi a lotami komercyjnymi, m.in. na Karaibach.

Międzynarodowe lotnisko w El Paso obsługuje codziennie ponad 50 lotów i znajduje się w mieście liczącym niemal 700 tys. mieszkańców. Bezpośrednie sąsiedztwo bazy wojskowej Fort Bliss sprawia, że port lotniczy ma strategiczne znaczenie zarówno dla ruchu cywilnego, jak i wojskowego.