Śledztwo specjalnego prokuratora Roberta Muellera ws. ingerencji Rosji w wybory i kontaktów otoczenia Donalda Trumpa z przedstawicielami Kremla objęło firmę Cambridge Analytica i pracę, jaką wykonała dla jego sztabu wyborczego - podała sieć ABC News.

REKLAMA

Zespół specjalnego prokuratora bada powiązania Cambridge Analytica z ludźmi Trumpa, ale analizuje też starannie metody zbierania danych przez firmę oraz ich wykorzystywania w kampanii prezydenckiej.

Sztab Trumpa zapłacił firmie doradczej blisko 6 mln dol. za pracę wykonaną w 2016 roku.

Cambridge Analytica zaoferowała swoje usługi Trumpowi wiosną 2015 roku, zanim jeszcze ogłosił on, że będzie kandydował w wyborach. Nie została wtedy zatrudniona i początkowo pracowała dla republikańskich rywali Trumpa, Bena Carsona i Teda Cruza, którzy również ubiegali się o nominację w wyborach. Została zatrudniona, gdy Trump został oficjalnym kandydatem Republikanów, i pierwsze honorarium - 100 tys. dol. - otrzymała w lipcu 2016 roku.

Wiceprezesem Cambridge Analytica był od czerwca 2014 do sierpnia 2016 roku bliski doradca Trumpa podczas jego kampanii prezydenckiej, a potem strateg Białego Domu Steve Bannon, który odszedł z administracji USA w sierpniu 2017 roku.

Największe honorarium - 5 mln dol. - firma otrzymała 1 września 2016 roku, tuż po mianowaniu Bannona szefem sztabu wyborczego Trumpa.

Były pracownik Cambridge Analytica Chris Wylie powiedział w wywiadzie dla "Washington Post", że firma zaczęła testować takie slogany jak "osuszyć bagno" i "głębokie państwo" jeszcze przed rozpoczęciem kampanii Trumpa. On sam zaczął używać tych haseł podczas wystąpień, gdy Bannon dołączył do jego sztabu wyborczego.

Wylie obawia się też, że dane zdobyte przez Cambridge Analytica zostały przekazane Rosjanom.

Skandal związany z metodami działania firmy oraz faktem, że pozyskała nielegalnie dane około 50 mln użytkowników Facebooka, wybuchł w niedzielę, kiedy wyniki swego śledztwa opublikował brytyjski "Observer". Sprawą Cambridge Analytica zajął się też dziennik "Guardian" i kanał telewizyjny Channel 4. Z ich dochodzenia wynika, że firma wykorzystywała nielegalnie zdobyte dane nie tylko do wsparcia kampanii Trumpa, ale też aby przekonać Brytyjczyków do głosowania w referendum za Brexitem.

Trump zareagował na aferę Cambridge Analytica, pisząc na Twitterze: Pamiętacie, jak mówili podczas kampanii, że Donald Trump wygłasza świetne przemówienia i przyciąga wielkie tłumy, ale (...) nie korzysta z mediów społecznościowych tak dobrze, jak (...) zespół nieuczciwej Hillary. No cóż, już tak nie mówią!.

(m)