Media w USA cytują oświadczenie republikańskiego senatora Johna McCaina, który wystąpienie Donalda Trumpa w Helsinkach nazwał "jednym z najbardziej haniebnych spektakli z udziałem amerykańskiego prezydenta w historii", a sam szczyt "tragiczną pomyłką".

REKLAMA

Szkody, jaką wyrządziły naiwność, egoizm (...) prezydenta Trumpa i jego sympatia dla autokratów, są trudne do oszacowania (...). Prezydent Trump dowiódł, że nie tylko nie jest w stanie stawić czoło (prezydentowi Władimirowi) Putinowi, ale też nie chce tego zrobić - napisał McCain, który jest jednym z najbardziej wpływowych i szanowanych Republikanów i szefem senackiej komisji sił zbrojnych.

Trump sprawiał wrażenie, że czyta z tej samej kartki co Putin, dokonując świadomego wyboru, aby bronić tyrana przed uzasadnionymi pytaniami wolnej prasy i podarować Putinowi niezrównaną platformę do rozsiewania propagandy i kłamstw po całym świecie - dodał senator, który dał się poznać w jako jeden z najbardziej nieprzejednanych krytyków Trumpa w Partii Republikańskiej.

McCain pisze, że łatwo można ulec pokusie uznania wspólnej konferencji prasowej Trumpa i Putina za wydarzenie żałosne, które dowodzi, jak niebezpieczny jest "brak przygotowania i doświadczenie". Ale nie były to błędne tweety polityka nowicjusza. Były to świadome wybory prezydenta, który zdaje się być zdeterminowany w realizowaniu swego snu o ciepłych relacjach z reżimem Putina bez oglądania się na prawdziwą naturę jego rządów, jego agresywne lekceważenie suwerenności państw sąsiedzkich (...) i jego napaści na demokratyczne instytucje na całym świecie - napisał senator.

Żaden prezydent nie poniżył się tak nikczemnie przed tyranem (...). Nie tylko prezydent Trump zawiódł, nie mówiąc prawdy o naszym przeciwniku; ale też, mówiąc do świata w imieniu Ameryki, nasz prezydent nie bronił tego, co czyni nas tym, kim jesteśmy - republiką ludzi wolnych
- uznał McCain.

Donalda Trumpa za jego wypowiedzi w Helsinkach w sprawie ingerencji Moskwy w wybory prezydenckie krytykują od poniedziałku zarówno Republikanie, jak i Demokraci.

Trump powiedział na wspólnej konferencji prasowej z rosyjskim przywódcą, że nie widzi żadnego powodu, by wierzyć, że Rosja ingerowała w przebieg wyborów w 2016 roku na jego korzyść, wbrew wnioskom przedstawionym mu przez amerykański kontrwywiad. Podkreślił, że Putin "niezwykle mocno" odrzucał w poniedziałek te zarzuty.

Trump, pytany komu wierzy w sprawie Russiagate: FBI czy Putinowi, powiedział, że ma powody, by wierzyć obu stronom.

Śledztwo w tej sprawie, prowadzone w USA przez specjalnego prokuratura Roberta Muellera, jest "katastrofą dla naszego kraju" i negatywnie oddziałuje na relacje amerykańsko-rosyjskie - ocenił. Nie było "żadnej zmowy" między moim sztabem wyborczym a rządem Rosji - zapewnił Trump.

(m)