Podwyżka zagwarantowanej prawnie płacy minimalnej, obniżka podatków dla emerytów i zniesienie opodatkowania godzin nadliczbowych. To obietnice złożone przez prezydenta Emmanuela Macrona w przemówieniu do narodu. W ten sposób próbował skłonić ruch "żółtych kamizelek" do przerwania wielkiej fali protestów.

REKLAMA


Prezydent Francji dąży do położenia kresu wielkiej fali protestów członków ruchu "żółtych kamizelek". Obiecał między innymi, że poprosi pracodawców, by dali swoim pracownikom wolne od podatków świąteczne premie. Komentatorzy zauważają jednak, że była to deklaracja niejasna. Nie wiadomo bowiem, jaka ma być wysokość tych premii i jak szef państwa chce skłonić firmy do ich wypłacania.

Za najważniejszą obietnicę wielu członków ruchu "żółtych kamizelek" uznało podwyżkę zagwarantowanej płacy minimalnej - za pracę etatową - do wysokości prawie 1600 euro brutto miesięcznie. Jednocześnie jednak uznali ustępstwa Macrona za niewystarczające.

Będziemy kontynuować nasze akcje protestacyjne. Macron zaczyna iść na ustępstwa. Musimy go zmusić, by się całkowicie ugiął. Jeżeli chce nam naprawdę zrobić przysługę, to niech się poda do dymisji - stwierdził jeden z liderów "żółtych kamizelek".

Wszystko wskazuje na to, że w sobotę może dojść znowu do zamieszek w Paryżu. W piątek największa centrala związkowa chce zorganizować strajk generalny.

Protesty "żółtych kamizelek" we Francji rozpoczęły się 17 listopada. Tysiące ludzi w całym kraju wychodziło na ulice. Początkowo w ruch zaangażowały się osoby niechętne wobec podwyżek podatków paliwowych. Potem jednak protestujący zaczęli głosić inne postulaty, a dla wielu stało się jasne, że demonstranci są przede wszystkim niechętni polityce Emmanuela Macrona.

W związku z protestami od 17 listopada policja zatrzymała ponad 4,5 tys. osób. Zdecydowaną większość (4100 osób) wypuszczono po 48 godzinach. Rekordową liczbę 2000 osób zatrzymano w minioną sobotę.