​Już ponad 30 razy w tym roku interweniowała polska ambasada w Waszyngtonie w związku z pojawiającym się w Stanach Zjednoczonych określeniem "polskie obozy śmierci" - mówi RMF FM ambasador RP w Waszyngtonie Piotr Wilczek.

REKLAMA

Paweł Żuchowski, RMF FM: Panie ambasadorze, to jest brak wiedzy, ignorancja, że takie sytuacje wciąż się pojawiają?

Piotr Wilczek: Brak wiedzy, ignorancja, a poza tym sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne" często jest też pewnym skrótem myślowym. Ludzie, którzy go używają niczego złego nie mają na myśli, tylko mówią o obozach, które były na terenie Polski. Przecież pamiętamy, że prezydent Barack Obama też użył tego sformułowania w bardzo nieszczęśliwym momencie, w czasie przyznawania medalu Karskiemu. Jest to pewien skrót, dlatego że trzeba byłoby powiedzieć: niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne na terenie okupowanej Polski. Czasami mówi się polskie i może czasem jest to zła wola, ale bardzo często pewno skrót - były na terenie okupowanej Polski, więc polskie.

Ponad 30 interwencji w tym roku. To znaczy, że tyle razy - przynajmniej tutaj w Stanach Zjednoczonych - w przestrzeni publicznej pojawiła się ta błędna nazwa.

No niestety. To się pojawia co roku. Co roku mamy kilkadziesiąt interwencji w tej sprawie. W tym roku, jak pan powiedział, już ponad 30 razy. Staramy się śledzić to, co jest w mediach. Monitorujemy informacje o Polsce w mediach amerykańskich. Dostajemy listy od Polonii i zawsze reagujemy, tłumaczymy, że sformułowanie "polskie obozy śmierci" jest absurdalne. Można powiedzieć "niemieckie obozy koncentracyjne w okupowanej Polsce" i to naprawdę nie jest dużo dłuższa formuła.

Panie ambasadorze, taki błąd popełniają nie tylko jakieś małe redakcje, lokalne gazety ale przecież takie określenia pojawiały się w dużych amerykańskich stacjach i gazetach.

One się pojawiały. Dzięki naszym interwencjom wiele z tych stacji i tych gazet zmieniło swoje księgi stylów, gdzie są podane właściwe formuły. Jest wytłumaczone, dlaczego tego nie należy używać. Problem jest właśnie często z małymi stacjami i małymi gazetami, gdzie ktoś powie np. z ocalałych z Holokaustu, że był w "polskim obozie" nawet nie myśląc niczego złego przy tym. Po prostu był na terenie Polski, okupowanej oczywiście przez Niemców i nie twierdzi, że Polacy te obozy zorganizowali, tylko to było to po prostu w Polsce. To często się pojawia w małych mediach w różnych małych miasteczkach i dostajemy sygnały od Polaków.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Ambasador RP w Waszyngtonie: Nerwowo reagujemy na hasło "polskie obozy śmierci"

Bardzo wrażliwa na tym punkcie jest Polonia, która natychmiast reaguje. Mieliśmy takie sytuacje w Nowym Jorku, gdzie natychmiast reagowała Polonia, nawet były organizowane protesty pod szkołą, z której to rabin z uczniami pojechał pod nasz konsulat w Nowym Jorku i dzieci wykrzykiwały hasła oskarżające Polskę właśnie o Holokaust.

Niestety są liczne nieporozumienia, ponieważ tak jak powiedziałem - te obozy były zlokalizowane na terenie Polski. Często nie ma tej świadomości, że za jakąkolwiek pomoc w czasie wojny prześladowanym Żydom groziła kara śmierci natychmiast. O tym się często nie mówi. Dlatego mamy wiele heroicznych przypadków ludzi, którzy ratowali Żydów, ale bardzo często ludzie unikali po prostu takiej pomocy, bojąc się kary śmierci. O tym się nigdy nie wspomina natomiast oskarża się Polaków o współudział w Holokauście, co jest zupełnie absurdalne.

Co można jeszcze zrobić, żeby takie sytuacje się nie zdarzały?

Trzeba jak najwięcej tłumaczyć o historii Polski. Znakomitym przykładem takiej dobrej promocji, pozytywnej jest film "Azyl", który mówi o małżeństwie Żabińskich, którzy na terenie warszawskiego ZOO - wówczas zamkniętego - uratowali około 100 Żydów, którzy gdyby nie to, znaleźliby się w wielkim niebezpieczeństwie. Tego rodzaju filmy mogą bardzo wiele nauczyć, zwłaszcza jeżeli to są filmy amerykańskie, zrobione dla publiczności międzynarodowej. To jest najlepszy sposób promocji. Nie możemy się obrażać. Musimy starać się, żeby propagować takie filmy jeśli powstaną, no i wciąż wyjaśniać, tłumaczyć. My sami w ambasadzie zrobiliśmy film, który trwa 1,5 minuty, animowany, który pokazuje w lapidarny sposób, na czym polega problem. Możemy teraz wysyłać link do tego filmu, razem z tłumaczeniem, dlaczego tę formułę trzeba zmienić.

Sporo mówi się też o Janie Karskim, który informował świat o Holokauście. Jego postać, jego historia jest najlepszym dowodem na to, że Polacy nie brali udziału w Holokauście.

Tak, jest wiele takich przykładów. Jest też konsekwentna postawa polskich władz od czasów II wojny światowej, kiedy polski rząd na imigracji zwracał na to uwagę. Potem zwracały na to uwagę kolejne władze, aż do dzisiaj, że Holokaust jest wielką tragedią, która dotknęła w dużej mierze Żydów, ale również zbrodnie wojenne dotknęły Polaków. Sprawy historyczne są bardzo trudne i często niestety jest bardzo wiele złej woli u niektórych historyków, którzy przedstawiają sytuację w czasie II wojny światowej jednostronnie. To jest długi proces i duża praca natomiast rzeczywiście my reagujemy czasami bardzo nerwowo, ponieważ kiedy takie wygłaszane są stwierdzenia, to jest to dla nas przykre. I wiemy, że niezgodne z prawdą.

Jak pan myśli, uda się kiedyś wyeliminować takie nazewnictwo z przestrzeni publicznej, czy to raczej uda się tylko ograniczyć? Czy te błędy będą powielane w najbliższych latach?

Ja myślę, że uda się tylko ograniczyć. Ostatnio czytałem o statystyce - nie pamiętam szczegółów - jak ogromna liczba np. antysemickich wpisów pojawia się na Facebooku każdego dnia. Podobnie antypolskich. Podobnie antyamerykańskich. No niestety, ta anonimowość, która jest w dużej mierze cechą internetu obecnie, zwłaszcza w komentarzach pod różnego rodzaju artykułami, powoduje, że często ludzie, którzy mają złą wolę czują się bezkarni. I różne takie wpisy się pojawiają.