"Wszystkie strony apelują do siebie o to, żeby uniknąć rzezi miasta, żeby uniknąć walk o Kabul. To jest niesłuchanie gęsto zaludnione miasto. Jakiekolwiek walki skończyłyby się katastrofą humanitarną" – mówi w rozmowie z RMF FM przebywająca w stolicy Afganistanu polska dziennikarka Jagoda Grondecka. "Po dezercji części siły bezpieczeństwa jakieś grupki zaczęły plądrować bazary i sklepy. Pojawiły się doniesienia o grupach przestępczych, które przebierają się za talibów" – relacjonuje.

REKLAMA

Rano pojawiły się pierwsze doniesienia, że talibowie okrążyli miasto z każdej strony i czekają u bram. Zapewniali jednak, że nie wejdą do miasta, nie będą próbować przejąć go siłą, że czekają na pokojowe przekazanie władzy. Trwały rozmowy z Pałacu Prezydenckim, trwały negocjacje między przedstawicielami rządu a talibami co do utworzenia rządu tymczasowego - opowiada w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Dobrołowiczem Jagoda Grondecka - korespondentka Krytyki Politycznej. Pojawiały się doniesienia o niewielkich grupach talibów w samym mieście, o opuszczanych przez funkcjonariuszy posterunkach policji w zachodniej części Kabulu, o przedstawicielach wojska i policji, którzy zrzucali mundury, przebierali się w cywilne ubrania, zachowując broń, ale nie chcąc narażać się talibom - dodaje.

Grondecka w rozmowie z RMF FM relacjonuje też, jak na sytuację w mieście zareagowali mieszkańcy afgańskiej stolicy. Ludzie ruszyli do sklepów, do bankomatów, próbowali wypłacać oszczędności, to jednak jest już prawie niemożliwe - od kilku dni w stolicy po prostu brakuje w bankach i bankomatach gotówki. Po kilku godzinach sytuacja się uspokoiła. Ze strony rządu i talibów były zalecenia, żeby mieszkańcy po prostu zostali w domach. Sklepy zostały zamknięte, banki zostały zamknięte, miasto opustoszało - tłumaczy. Jak przyznaje, Kabul na co dzień jest bardzo zatłoczony, ale dziś wygląda zupełnie inaczej.

Nigdy nie widziałam go w takiej kondycji jak dzisiaj - w centrum na ulicy nie było żadnych samochodów. Jedyna zatłoczona droga to była droga na lotnisko. Ludzie desperacko próbowali wydostać się z kraju. Jednak skończyło się na tym, że po prostu koczują na lotnisku od wielu godzin, a wiele lotów zostało odwołanych - mówi RMF FM Grondecka.

Jak relacjonuje Grondecka, po opuszczeniu kraju przez prezydenta Afganistanu, talibowie postanowili wejść do Kabulu. Zaapelowali do mieszkańców, że mają się nie bać. W tej chwili na ulicach Kabulu w wielu dzielnicach jest wielu uzbrojonych bojowników - wyjaśnia.