Brytyjski premier Boris Johnson apeluje do władz Francji o rozwiązanie kryzysu uchodźczego na kanale La Manche. W liście do prezydenta Emanuela Macrona zawarł konkretne propozycje.

REKLAMA

Premier Boris Johnson pragnie, by władze francuskie zgodziły się na odesłanie z Wielkiej Brytanii wszystkich uchodźców, którzy dotychczas przeprawili się przez kanał La Manche. Tylko w tym roku uczyniło to ponad 24 tys. osób. Jego zdaniem to powinno zniechęcić gangi, które zajmują się nielegalnymi przerzutami ludzi, do kontynuowania lukratywnego procederu.

Johnson raz jeszcze zaapelował w liście do prezydenta Macrona o umożliwienie wspólnych patroli francuskiego wybrzeża z udziałem brytyjskich funkcjonariuszy straży granicznej. Londyn uważa, że takie działania mogłyby się rozpocząć już od przyszłego tygodnia.

Padają także sugestie, by wziąć pod uwagę możliwość utworzenia we Francji zamkniętych obozów dla uchodźców, skąd mogliby oni ubiegać się o azyl polityczny w Wielkiej Brytanii. Wedle informacji dobiegających z Paryża, władze francuskie tymi propozycjami nie są zachwycone.

Brak zaufania

Pałac Elizejski uważa, że zarówno wspólne patrole, jak i pomysł odsyłania migrantów z powrotem do Francji zagrażałyby suwerenności tego kraju. Poza tym fakt, że Boris Johnson opublikował treść swego listu w brytyjskich mediach, przyjęty został nad Sekwaną z nieukrywanym zdumieniem. Nie o taką dyplomację Paryżowi chodzi.

Wielka Brytania nie jest już częścią Unii Europejskiej, a Francja - choć nie mówi się o tym oficjalnie - chętnie pozbyłaby się przebywających na jej terenie uchodźców. Wielu z nich przebywa nielegalnie w tym kraju od lat. Mówią, że nie ma dla nich we Francji pracy, brakuje perspektyw - dlatego, mimo oczywistego niebezpieczeństwa, decydują się na przeprawę przez kanał La Manche, nie prosząc formalnie o ochronę we Francji. Nawet 60 proc. migrantów przybyło spoza jej terytorium. Większość to ludzie z Afryki Północnej, z części kontynentu, która z Francją ma powiązania historyczne.

Unijna, a tak różna!

Zarówno kanał La Manche, jak i polska granica z Białorusią stanowią obrzeże Unii Europejskiej. Brytyjskie władze uważają, że unijna granica powinna być szczelna w obie strony i nieważne, że Wielka Brytania nie jest już częścią europejskiej wspólnoty.

Naturalnie sytuacja na kanale La Manche, szczególnie po śmierci 27 migrantów, którzy dwa dni temu utonęli w pobliżu Calais, jest dla nich ważniejsza od tego, co dzieje się dwa tysiące kilometrów na wschodzie Europy. Niemniej Londyn wysłał już do Polski niewielką grupę rekonesansową wojska i obiecał zaangażowanie kontyngentu 100 żołnierzy wojsk inżynieryjnych, którzy mieliby pomoc w budowaniu zabezpieczeń na granicy z Białorusią.

Warszawa byłaby zachwycona, gdyby Londyn zapowiedział dodatkowo wprowadzenie sanacji przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Im większa presja na Mińsk, tym większe byłyby szanse rozwiązania kryzysu związanego z migrantami na wschodniej granicy.