W Nowym Jorku trwa przygotowanie sprzętu, który pozwoli na złożenie hołdu ofiarom 11 września dwoma potężnymi snopami światła strzelającymi w niebo z miejsca, gdzie stały bliźniacze wieże WTC. Za ostateczny efekt świetlny odpowiedzialnych jest blisko 30 fachowców, elektryków, techników, a nawet maszynistów teatralnych. Przyszłość całego przedsięwzięcia jest jednak niepewny.

REKLAMA

Fundusze na instalacje, konserwowanie, magazynowanie urządzeń i opłaty za energię elektryczną pochodzą w większości z darowizn, grantów i dotacji. Zabiega o to stowarzyszenie artystyczne Municipal Art Society of New York. Finansowanie gwarantowane jest jednak tylko do tego roku.

Początkowo sprzęt składowano w Battery Park w dolnej części Manhattanu, tam gdzie obecnie znajduje się siedziba Goldman Sachs. Później trafił do garażu zarządu transportu, Metropolitan Transportation Authority. Organizatorzy świetlnego hołdu mają nadzieję, że pozostanie on już na zawsze częścią rocznicowych uroczystości. W tym celu zaapelowali do obywateli o datki w wysokości 10 dolarów.

Snopy światła przypominające sylwetki gmachów World Trade Center co roku widoczne są nawet na odległość blisko 100 kilometrów. Podziwiać je można z nowojorskich dzielnic: Manhattanu, Brooklynu, Queens i Staten Island, a także z sąsiedniego stanu New Jersey. Operacja jest skomplikowana. Wymaga ręcznego wyrównania każdego światła, aby nie zniszczyć efektu. Próby trwają kilka dni.

Po raz pierwszy potężne reflektory rozbłysły w sześć miesięcy po atakach terrorystycznych 2001 roku. Od tamtej pory co roku są przejmującym symbolem pamięci o tragicznych wydarzeniach.