Rusza międzynarodowy proces w sprawie niebezpiecznych dla zdrowia implantów piersiowych, produkowanych przez francuska firmę PIP. Sąd w Tulonie na Francuskiej Riwierze ma rozpatrzyć skargi dystrybutorów wadliwych protez z różnych krajów przeciwko niemieckiemu instytutowi, który wydał certyfikat, gwarantujący dobrą jakość tych produktów.

REKLAMA
Zobacz również:

Według dystrybutorów m.in. z Włoch, Brazylii i Bułgarii, niemiecki instytut TÜV Rheinland wydał certyfikat gwarantujący zgodność groźnych implantów z obowiązującymi normami medycznymi. Nie przeprowadził jednak żadnych testów, ale oparł się na informacjach przesłanych przez producenta. Te okazały się nieprawdziwe. Dystrybutorzy żądają również wysokich odszkodowań od niemieckiej spółki ubezpieczającej firmę PIP z Marsylii. Ta ostatnia ogłosiła bowiem bankructwo. Dystrybutorzy sami obawiają się bowiem masowych procesów, które mogą im wytoczyć kliniki i gabinety chirurgii plastycznej oraz poszkodowane kobiety.

Wadliwe silikonowe implanty, które według niezależnych ekspertów łatwo pękają i mogą powodować choroby nowotworowe, wszczepione zostały ponad 500 tysiącom kobiet na całym świecie. Produkowane we Francji protezy w ponad 80 proc. trafiały na eksport, zwłaszcza do Ameryki Łacińskiej, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że w Polsce francuskie implanty może mieć wszczepione pół tysiąca kobiet.

We Francji stwierdzono 20 przypadków chorób nowotworowych u pań, których implanty pękły. W obawie o zdrowie kobiet rząd francuski w grudniu 2011 roku zalecił profilaktyczne usunięcie protez około 30 tysiącom pacjentek. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleciła wszystkim pacjentkom z protezami firmy PIP, by skontaktowały się z lekarzem w celu stwierdzenia, czy doszło do ich uszkodzenia.

Problem dotyczy nie tylko kobiet

Założyciel firmy PIP, która była największym producentem silikonowych implantów piersi w Europie, 72-letni Jean-Claude Mas, usłyszał zarzut nieumyślnego uszkodzenia ciała. Został jednak zwolniony z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości 100 tys. euro. Gdy Mas był przesłuchiwany, policja przeszukała jego luksusową willę, w której znajdowały się m.in. cenne dzieła sztuki.

Problem wadliwych implantów marki PIP może dotyczyć także mężczyzn. To samo przedsiębiorstwo wytwarzało bowiem silikonowe implanty jąder, pośladków, mięśni klatki piersiowej i innych części ciała. Śledczy próbują też ustalić, czy stosowane w chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej implanty innych części ciała były wypełnione tym samym niebezpiecznym żelem silikonowym, co implanty piersi. Nadsekwańskie media twierdzą również, że wspomniany żel stosowany był też do produkcji paliwa i materaców.

Firma PIP nie istnieje od 2010 roku. Jej szef przyznał w czasie przesłuchania, że do produkcji implantów wykorzystywał żel silikonowy bez homologacji, ale odpierał wszelkie zarzuty. Wiedziałem, że żel nie był dopuszczony do użytku, ale świadomie go używałem, bo był tańszy i miał lepszą jakość - powiedział Mas w październiku ubiegłego roku francuskim żandarmom.