Rosyjska dziennikarka i obrończyni praw człowieka Anna Politkowska, autorka publikacji o wojnie w Czeczenii, zginęła w Moskwie przed 11 laty, zastrzelona na klatce schodowej swojego domu. Poświęcona jej akcja pamięci odbędzie się w sobotę w Petersburgu.

REKLAMA

Politkowska była więcej niż dziennikarką - była publicystką, której teksty wypełnione były bólem i goryczą z powodu tego wszystkiego, co działo się w Rosji i na świecie - napisał w artykule wspomnieniowym portal Gazeta.ru. Przypomniał, że tematami Politkowskiej były tragedie zwykłych ludzi, którzy stali się ofiarami samowoli i okrucieństwa.

Przez ostatnie lata życia głównym tematem Politkowskiej była Czeczenia i tocząca się tam wojna. Szczególną uwagę zwracała na łamanie praw człowieka w tym regionie. Otwarcie oskarżała siły Federacji Rosyjskiej o zbrodnie przeciwko ludności cywilnej. Ostatnia jej publikacja, jaka ukazała się w niezależnej "Nowej Gaziecie", dla której pracowała, poświęcona była oddziałom czeczeńskim walczącym po stronie rosyjskich sił rządowych.

11 lat po śmierci dziennikarki, cenionej za twórczość, zaangażowanie, odwagę i osobistą uczciwość, jej koledzy z "Nowej Gaziety" uważają, że zabójstwo nie zostało wyjaśnione. Argumentują, że śledczy nie dotarli do zleceniodawców, choć udało się ustalić i skazać wykonawców. Kilka lat temu na ławie oskarżonych zasiadło dwóch byłych oficerów moskiewskiej milicji oraz kilku mężczyzn pochodzących z Czeczenii: trzej bracia Machmudowie i ich starszy krewny Łom-Ali Gajtukajew, związany ze światem przestępczym. Zapadły dwa wyroki dożywocia i wieloletnie wyroki kolonii karnej.

Proces był możliwy, gdyż jeden z byłych milicjantów Dmitrij Pawluczenkow, podpułkownik policji, przyznał się do winy i zobowiązał do współpracy. To on - jak pisała "Nowaja Gazieta" - przyjął zlecenie zabójstwa, zaangażował swoich podwładnych do śledzenia Politkowskiej i znalazł wykonawców. Początkowo jednak został uznany tylko za świadka oskarżenia i m.in. dlatego pierwszy proces w sprawie zabójstwa zakończył się w 2009 roku wyrokami uniewinniającymi. Dopiero pojawienie się zeznań innej osoby, która zwróciła się do "Nowej Gaziety", sprawiło iż po kilku latach Pawluczenkow zaczął mówić prawdę.

Dziś Pawluczenkow odbywa karę 11 lat więzienia. Skazano go w 2012 roku w odrębnym postępowaniu i sądzono w trybie specjalnym, bez badania dowodów i przesłuchiwania świadków. W ramach współpracy ze śledztwem miał ujawnić, kto kazał zabić Politkowską, ale - jak pisze "Nowaja Gazieta" - nie dotrzymał słowa, a podał nazwisko "odgórnie wyznaczonego" zleceniodawcy - oligarchy Borysa Bieriezowskiego.

Łom-Ali Gajtukajew, uznany za organizatora zabójstwa, zmarł latem tego roku w szpitalu więziennym, według niektórych źródeł - na skutek pobicia. "Nowaja Gazieta" relacjonuje, że w ostatnich miesiącach wszelkie próby skontaktowania się z nim kończyły się fiaskiem; gazeta wyraża przypuszczenie, że być może nie pozwolono mu na taki kontakt.

Karę dożywotniego więzienia odbywa Rustam Machmudow, uznany za bezpośredniego zabójcę, który oddał strzały do Politkowskiej.

W materiale opublikowanym w przeddzień 11. rocznicy zabójstwa swej dziennikarki "Nowaja Gazieta" ocenia, że wraz ze skazaniem wykonawców faktycznie zaniechano dalszego dochodzenia. Gazeta prognozuje, że nie należy się spodziewać, by w najbliższych latach udało się ustalić, kto kazał zamordować Politkowską. Osoby te - jak ocenia "Nowaja Gazieta" - mają "alibi polityczne" - tj. z powodów politycznych polecono, by ich nie szukać.

Wielokrotnie w ciągu minionego roku porównywano do sprawy zabójstwa Politkowskiej najgłośniejsze morderstwo w Rosji ostatnich lat - zabicie polityka opozycji Borysa Niemcowa. Latem tego roku skazani zostali domniemani wykonawcy, ale w powszechnej opinii na ławie oskarżonych zabrakło zleceniodawców.

11 lat po śmierci dziennikarki, która zdobyła światowe uznanie wstrząsającymi reportażami z Czeczenii, ta kaukaska republika bardzo się zmieniła - zauważa w sobotę portal Gazeta.ru. Ale, jak dodaje, okropności, o których pisała Politkowska, nie znikły całkowicie.

(az)