Poszukiwania zaginionej łodzi podwodnej na Atlantyku zbliżają się do momentu krytycznego - poinformował portal telewizji CNN. Eksperci, cytowani przez brytyjski dziennik "Guardian", twierdzą, że tlen na pokładzie Titana skończy się o godz. 13:08 czasu polskiego.

REKLAMA

We wtorek i środę słyszano odgłosy uderzeń. Jak powiedział podczas środowej konferencji prasowej kapitan Jamie Frederick ze Straży Wybrzeża Stanów Zjednoczonych, poszukiwania na obszarze, z którego dobiegały odgłosy, nie przyniosły dotąd rezultatów, ale wciąż trwają. W akcję zaangażowany jest zaawansowany sprzęt ratunkowy.

Oceanograf Carl Hartsfield opisał odgłosy jako "walenie", jednak analiza dźwięków nie przyniosła definitywnych rezultatów, by określić ich źródło.

Nie wiadomo jednak, co się stanie, gdy łódź zostanie zlokalizowana i jaki sprzęt będzie potrzebny do jej odzyskania. Straż Wybrzeża Stanów Zjednoczonych poinformowała, że w środę w poszukiwanie Titana zaangażowanych było pięć statków, a w czwartek ma być ich już 10.

Wśród jednostek, które dołączą w czwartek, ma być kanadyjski okręt wojenny Glace Bay, wyposażony w zespół medyczny i mobilną hiperbaryczną komorę dekompresyjną.

Kluczem do wydobycia Titana, który mógł zostać uwięziony nawet 3800 metrów pod powierzchnią oceanu, są zdalnie sterowane pojazdy wyposażone w kamery, znane jako ROV. I chociaż niektóre z nich są w stanie manipulować przedmiotami, nie byłyby w stanie podnieść go na powierzchnię.

Jedynym takim jest Flyaway Deep Ocean Salvage System (Fadoss). Jest to system zdolny podnosić z wody przedmioty ważące nawet 27 ton. Może być wykorzystywany do odzyskiwania "dużych, nieporęcznych i ciężkich zatopionych obiektów, takich jak samoloty lub małe statki" i w przeszłości działał na głębokości prawie 6000 metrów.

Fadoss to ogromna wciągarka z liną, której jeden koniec jest przymocowany do ROV, który mocuje go do zagubionego statku. Statek Horizon Arctic, który jest w drodze na miejsce poszukiwań, prawdopodobnie ma na pokładzie system Fadoss.

Agencja Reutera podała, że również Francja wysłała robota przeznaczonego do poszukiwania zaginionej łodzi podwodnej.

Tlen skończy się o godz. 13:08 czasu polskiego

Brytyjski "Guardian" cytuje ekspertów, według których tlen na pokładzie Titana skończy się o godzinie 13:08 czasu polskiego.

Glen Singleman, specjalista od medycyny ekstremalnej, powiedział, że wyliczenia dotyczące 96-godzinnego zapasu tlenu, o którym mówi się od czasu utraty kontaktu z łodzią podwodną, oparte są na zużyciu tlenu przez przeciętne osoby o średnim metabolizmie. W sytuacji stresowej ludzie mogą - w zależności od osobowości - zużywać tlen szybciej lub wolniej.

Do tego, jak zauważa Singleman, "trzeba kontrolować przepływ tlenu, usuwać dwutlenek węgla i parę wodną". Są to trzy rzeczy w środowisku wewnętrznym, które trzeba kontrolować. Czwartą rzeczą jest temperatura wody, która tam na dole wynosi od 0 do 1 st. Celsjusza - zaznaczył.

Aby zapobiec gromadzeniu się dwutlenku węgla, statki podwodne są wyposażone w "płuczki", które usuwają dwutlenek węgla z powietrza. Problem polega na tym, że po pewnym czasie dochodzi się do punktu nasycenia i trzeba wymienić wapno sodowane służące do usuwania CO2 - powiedział Singleman.

Spadek tlenu w powietrzu poniżej standardowego poziomu wynoszącego 21 proc. może skutkować niedotlenieniem, w którym tkanki ciała zostają pozbawione odpowiedniego zaopatrzenia. Stężenie tlenu na poziomie 10 proc. i niższym może skutkować utratą przytomności i śmiercią.

Dr David Gallo, badacz głębin morskich, cytowany przez "Guardiana", powiedział, że jeśli nawet uda się zlokalizować zaginioną łódź podwodną, to jej wydobycie zajmie wiele godzin. Wynurzenie nie może nastąpić natychmiast, musi być stopniowe - podkreślił.

Pięć osób na pokładzie Titana - kim są?

Przypomnijmy, że Titan, mała komercyjna łódź podwodna firmy OceanGate, poszukiwana jest od niedzieli, kiedy straciła łączność 105 minut po rozpoczęciu 4-kilometrowej podróży na dno Atlantyku, by zwiedzić wrak Titanica.

Na jej pokładzie jest pięć osób: pilot, właściciel firmy odpowiedzialnej za podwodne rejsy i trzech turystów.

Pilotem jest Francuz Paul-Henry Nargeolet, ekspert od Titanica, który ma na swoim koncie 35 ekspedycji do wraku słynnego liniowca. Był członkiem pierwszej eskapady do wraku w 1987 roku, dwa lata po jego odnalezieniu - stąd jego pseudonim "Mr Titanic". Wcześniej Nargeolet przez 25 lat był oficerem francuskiej marynarki.

Jednym z pasażerów jest 58-letni brytyjski miliarder Hamish Harding. Zamożny Brytyjczyk był już w kosmosie, ma też na koncie trzy wyczyny, które zostały zapisane w Księdze Rekordów Guinnessa. Jednym z nich jest najdłuższy pobyt na dnie Rowu Mariańskiego, który znajduje się trzy razy głębiej niż wrak Titanica.

W kapsule łodzi znajdują się także dwaj obywatele brytyjscy: 48-letni milioner pochodzenia pakistańskiego Shahzada Dawood wraz ze swoim 19-letnim synem Sulemanem, którzy zamarzyli o zobaczeniu na własne oczy wraku liniowca.

Jest tam też szef firmy OceanGate Expeditions - Stockton Rush.

Każdy znajdujący się na pokładzie pasażer zapłacił 250 tys. dolarów i podpisał kontrakt, w którym wielokrotnie wspominana jest możliwość awarii grożącej śmiercią uczestników rejsu.

Były ostrzeżenia ekspertów

Już w 2018 roku eksperci ostrzegali firmę OceanGate, że jej eksperymentalna łódź podwodna może ulec "katastrofalnym" problemom podczas wyprawy do wraku Titanica - poinformował "New York Times".

"The New Republic" przekazał z kolei, że jeden z pracowników firmy został zwolniony za zgłaszanie obaw dotyczących bezpieczeństwa.

Na swojej stronie internetowej OceanGate, która prowadzi wycieczki do wraku Titanica od 2021 roku, tłumaczy, że jej zbudowana z włókna węglowego i tytanu łódź nie została poddana certyfikacji przez DNV, bo proces ten trwa latami.