Nad szczytem Unii Europejskiej, który za kilka dni powinien wybrać kandydatów na najważniejsze unijne stanowiska, wisi widmo fiasku. „Na razie nie ma woli politycznej w stolicach, by znaleźć porozumienie co do przyszłego szefa KE czy Rady Europejskiej” – powiedział naszej dziennikarce Katarzynie Szymańskiej-Borginon wysoki rangą unijny dyplomata.

REKLAMA

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk prowadzi intensywne konsultacje ze stolicami UE, ale na razie nie ma po stronie przywódców odpowiedniej determinacji, żeby kogoś wskazać. Na ostatnim szczycie Tusk mówił, że zaproponuje jednego kandydata na jedno stanowisko, w tym będzie się starał, żeby były wśród nich dwie kobiety.

Zdaniem rozmówcy dziennikarki RMF FM, jeżeli do jutra w południe nie zarysuje się kompromis wokół nazwisk kandydatów - to raczej na szczycie, który rozpoczyna się w czwartek, przywódcy UE nie zdołają się porozumieć. W razie braku porozumienia - Tusk raczej nie zamierza szybko zwoływać kolejnego szczytu. Niektórzy spekulowali o możliwości zwołania szczytu już 30 czerwca. Chyba, żeby była mobilizacja po stronie przywódców - twierdzi dyplomata. Szczyt można zwołać, jeżeli jest odpowiednia materia do podjęcia decyzji - powiedział rozmówca naszej dziennikarki.

Klincz francusko-niemiecki: PE przejmie inicjatywę?

Czynnikiem mobilizującym dla przywódców może być niebezpieczeństwo przejęcia inicjatywy przez PE, który na sesji rozpoczynającej się 2 lipca ma wybrać swojego przewodniczącego. Stanowisko przewodniczącego PE wchodzi w skład układanki dotyczącej najwyższych stanowisk. Kolejne stanowiska byłyby więc negocjowane w funkcji wyboru dokonanego przez PE, ale przywódcy takich ograniczeń by nie chcieli.

Chodzi o to, że np. wybór chadeka na szefa PE utrudniłby chadekom objęcie szefostwa Komisji Europejskiej. Zdaniem rozmówcy dziennikarki RMF FM może tez zdarzyć się tak, że wybrany zostanie "ktoś przypadkowy", to znaczy spoza uzgodnień między frakcjami. A to jeszcze bardziej skomplikowałaby układankę.

Chadecy jako wciąż najsilniejsza frakcja absolutnie chcą mieć swojego kandydata na stanowisku szefa Komisji Europejskiej - powiedział dyplomata UE. Jednak Manfred Weber - kandydat chadeków jest prawie otwarcie krytykowany przez Francję. Na przykład eurodeputowana Nathalie Loiseau z ugrupowania prezydenta Francji nazwała go "ectoplasmą".

Jeżeli jednak kandydat Niemiec odpadnie, to raczej kandydat Francji także nie ma szans. A to by oznaczało, że tych szans nie ma - Michel Barnier, unijny komisarz ds. Brexitu, cicho popierany przez Paryż. Tak więc mamy do czynienie z francusko-niemieckim klinczem - przyznaje jeden z rozmówców dziennikarki RMF FM w Radzie UE. Pogłębiający się i przeciągający się kryzys w sprawie kandydatur może spowodować, że "wybawieniem" będzie Angela Merkel, która na razie stanowczo odmawia (jednak prezydent Francji już powiedział, żeby ją poparł).

V4 bez kandydata

Zdaniem rozmówcy dziennikarki RMF FM, Grupa Wyszehradzka "nie ma swojego kandydata na szefa KE". V4 raczej wie kogo nie chce, niż kogo chce - usłyszała dziennikarka RMF FM. Tym niechcianym kandydatem jest oczywiście komisarz ds. praworządności i kandydat socjaldemokratów Frans Timmermans. Jego zdaniem, gdyby taka jednoznaczna kandydatura była ( a jeszcze lepiej, żeby była to kobieta), "to byłyby szanse na jedno z dwóch najważniejszych stanowisk". Słowacki komisarz Maroš Šefčovič jest zdaniem rozmówców dziennikarki RMF FM wymieniany na stanowisko szefa KE raczej po to, żeby w ostatecznej rozgrywce objąć stanowisko szefa unijnej dyplomacji. Wciąż w grze są : prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė i wiceprezes banku Światowego Kristalina Iwanowa Georgiewa. Nie są one jednak kandydatkami Grupy Wyszehradzkiej. Mówi się także o prezydencie Rumunii (jego kandydaturę sondował Tusk) oraz o premierze Chorwacji (tutaj problemem może być jednak Słowenia).