Etiopska Komisja Praw Człowieka poinformowała, że w masakrze w mieście Mai-Kadra, do której doszło 9 listopada, zginęło co najmniej 600 cywilów. Głównymi podejrzanymi o dokonanie tej zbrodni są członkowie Tigrajskiego Ludowego Frontu Wyzwolenia.

REKLAMA

Już 14 listopada, 10 dni po rozpoczęciu konfliktu między rządem federalnym Etiopii a regionem Tigraj, Komisja zapowiadała, że wyśle zespół śledczych do Mai-Kadra w północnej części prowincji, gdzie według Amnesty International w nocy z 9 na 10 listopada doszło do masakry cywilów. AI donosi, że zabito kilkaset osób, głównie nożami, siekierami i innymi ostrymi narzędziami, a według niepotwierdzonych informacji sprawcami mordów były oddziały TPLF.

Według raportu Komisji atak został dokonany na mieszkańców Mai-Kadra z grup etnicznych Amhara i Wolkait. Wskazuje się, że rano w dniu ataku lokalna policja zaczęła sprawdzać karty identyfikacyjne mieszkańców, aby "oddzielić od reszty osoby niebędące Tigrajczykami". Władze prowincji Tigraj zaprzeczyły jednak jakimkolwiek związkom z tą masakrą.

Do wybuchu konfliktu w Tigraju doszło na początku listopada, gdy według władz federalnych lokalne bojówki zaatakowały miejscową bazę wojskową etiopskiej armii, po czym wojska federalne rozpoczęły ofensywę w Tigraju. Rząd Etiopii zarzuca władzom tego regionu dążenie do secesji. Od 4 listopada w regionie obowiązuje wprowadzony przez władze centralne półroczny stan wyjątkowy i trwa interwencja wojskowa.

W niedzielę premier Etiopii Abiy Ahmed Ali wystosował ultimatum do przywódców prowincji Tigraj żądając, aby w ciągu 72 wydali rozkaz złożenia broni podległym im oddziałom. Zagroził, że w przeciwnym razie, po upływie ultimatum, nastąpi "bezlitosny atak".