Gruzja ma nowy rząd, na czele którego stanął Bidzina Iwaniszwili - miliarder zawdzięczający swój majątek interesom prowadzonym w Rosji. Zdaniem politologa Andrieja Piontkowskiego, nie oznacza to jednak, że Kremlowi uda się "odzyskać Gruzję". "Iwaniszwili może mówić miłe słowa, ale nigdy nie pogodzi się z okupacją Gruzji" - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM politolog.

REKLAMA

Przemysław Marzec: Jak bardzo nowy premier Gruzji będzie chciał się przypodobać Rosji?

Andriej Piontkowski: Kreml zawsze stara się, by podczas wyborów w sąsiednich krajach wygrał prorosyjski kandydat. Na nieszczęście dla Kremla, potem okazuje się, że ten prorosyjski zwycięzca po jakimś czasie staje się zupełnie nie prorosyjski - tak, jak to było z Łukaszenką i Janukowyczem. Dzieje się tak dlatego, że "prorosyjski" oznacza dla Kremla polityka, który całkowicie podporządkowuje się geopolitycznym ambicjom i gazowym interesom Moskwy.

Iwaniszwili może mówić słowa przyjemne i miłe dla Kremla - już zresztą tak zrobił, mówiąc, że wojnę w 2008 roku wywołał prezydent Micheil Saakaszwili. Kreml słucha takich wystąpień z radością, ale to nie zmieni faktu, że Gruzja i nawet Iwaniszwili nigdy nie pogodzi się z okupacją Abchazji i Osetii Południowej.

Pamiętam 2008 rok, gdy wojna już się kończyła i pamiętam, że zanim Rosja uznała niepodległość oderwanych gruzińskich republik, bardzo wielu ekspertów związanych z władzą apelowało - nie róbcie tego, spalicie mosty i stracicie możliwości manewru. Myślę, że na Kremlu przypominają sobie ten moment. Rosja zrezygnować z uznania niepodległości tych republik nie może, a Gruzini nigdy się z tym nie pogodzą. Ocieplenie na linii Moskwa - Tbilisi może przynieść w najlepszym razie powrót do rosyjskich sklepów gruzińskiego wina i wody mineralnej Borżomi.

Przestał jednak działać informacyjny kanał telewizyjny PIK nadający z Gruzji po rosyjsku, tu w Rosji określany jako antykremlowski.

Iwaniszwili nie może posunąć się za daleko. Daje małe prezenty, na które może sobie pozwolić, by nie stracić twarzy i popularności. Jeżeli w jakiś piękny dzień ogłosiłby, że uznaje niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, następnego dnia zostanie zmieciony.