Niezwykła historia z Genui. 29-letni Gianluca Ardini razem ze swoim kolegą jechał feralnym mostem, kiedy ten się zawalił. Włoch nie zginął, bo w ostatniej chwili zdołał się chwycić zwisających przewodów z mostu i trzymał się ich przez kilka godzin 20 metrów nad ziemią. Mimo zwichniętego ramienia udało mu się przeżyć.

REKLAMA

Girlfriend says her boyfriend survived Genoa bridge collapse by clinging on to wires 65ft above ground for several hours https://t.co/gInNu6yxyH

MailOnline15 sierpnia 2018

O niezwykłej historii swojego partnera opowiedziała mediom Giulia Organo, która jest w ósmym miesiącu ciąży z Gianlucą. Kobieta po wypadku jeszcze nie rozmawiała ze swoim partnerem, ale wie od służb ratunkowych, w jaki sposób Gianluca zdołał się uratować.

Mężczyzna, który handluje grami komputerowymi, jechał tego feralnego dnia mostem w Genui razem ze swoim kolega ze szkoły - Luigi Matti Altadonną. W pewnym momencie most zaczął się walić, a znajdujące się na nim samochody zaczęły spadać. Kolega zginął w wypadku.

Nie jestem pewna, czy chwycił się samochodu, czy przewodów, ale wiem, że kilka godzin wisiał 20 metrów nad ziemią - mówi kobieta.

Kiedy strażacy zauważyli mężczyznę, próbowali jak najszybciej do niego dotrzeć. Nie było to łatwe, bo mężczyzna znajdował się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Na szczęście był przytomny, przez co służby ratunkowe na bieżąco mogły się z nim komunikować. Sprawę utrudniał fakt, że w czasie wypadku Gianluca zwichnął bark i trzymanie się nad ziemią sprawiało mu dużo bólu. Na szczęście po kilku godzinach ratownikom udało się dotrzeć do mężczyzny.

Nie mam słów, żeby opisać to, co się stało. To był prawdziwy cud. Mogę tylko dziękować Bogu - mówi Giulia Organo. Kobieta jest pewna, że sił jej partnerowi dodała myśl o dziecku, które ma się niedługo urodzić.

Teraz kobieta czeka na szczęśliwe rozwiązanie i moment, w którym wybranek jej serca wróci do domu.

W katastrofie mostu w Genui na razie potwierdzono śmierć 39 osób. Jak podają włoskie służby, wśród ofiar nie ma Polaków. Bilans ofiar może jeszcze wzrosnąć, ponieważ wielu poszkodowanych przebywa w szpitalu, a kilka osób jest uznawanych za zaginione.

(ag)