Sąd w Kijowie aresztował Julię Tymoszenko. Była premier Ukrainy jest oskarżona o nadużycia i sprzeniewierzenie państwowych funduszy w czasach, gdy stała na czele rządu. Sprawa dotyczy kontraktów gazowych z Rosją. Umowy miały narazić państwo na straty. Mimo oporu setek zwolenników Tymoszenko została wywieziona z sądu do aresztu.

REKLAMA

Powody zastosowania aresztu są banalne, jeżeli odrzucić politykę Tymoszenko odmawiała podania adresu zamieszkania i jak twierdzi prokurator przeciągała proces. To w ukraińskim prawie nie jest dozwolone. Do tego, jak twierdzi sąd, przeszkadzała w przesłuchiwaniu świadków. Jak mówi prokurator Julia Frołowa, areszt jest uzasadniony, bo sąd nie ma już innego sposobu, by zdyscyplinować Tymoszenko.

Kiedy Tymoszenko była wyprowadzana z sali sądowej przez milicjantów, obecni tam deputowani Bloku Julii Tymoszenko próbowali temu przeszkodzić. Zostali oni brutalnie odepchnięci przez funkcjonariuszy oddziału specjalnego "Berkut".

Pojazd, w którym jechała, opuszczał sąd w asyście ok. 400 milicjantów. Kolejnych 300 milicjantów broniło siedziby sądu. Po odjechaniu z sądu samochód wiozący Tymoszenko skierował się do zachodniej części Kijowa, co może oznaczać, że zostanie ona umieszczona w areszcie śledczym w dzielnicy Łukjaniwka.

Stronnicy Tymoszenko wezwali tymczasem Ukraińców do masowych protestów przeciwko jej aresztowaniu. Rozpoczynamy mobilizację - nawoływał przed siedzibą sądu jeden z najbliższych współpracowników Tymoszenko, Ołeksandr Turczynow.

Zdaniem Tymoszenko oskarżenia pod jej adresem inspirowane są przez prezydenta Wiktora Janukowycza, który dąży do zniszczenia swych przeciwników politycznych przed zaplanowanymi na przyszły rok wyborami parlamentarnymi.

Była premier była główną konkurentką Janukowycza w zwycięskich dla niego wyborach prezydenckich w 2010 r.

W razie uznania Tymoszenko za winną, byłej premier grozi co najmniej siedem lat więzienia.