Sąd w Moskwie warunkowo wypuścił na wolność jedną członkinię Pussy Riot i podtrzymał wyrok dwóch lat łagru dla dwóch innych. Uwolniona Jekaterina Samucewicz przekonała sędziego, że nie zdążyła wziąć udziału w happeningu, bo ochroniarze od razu wyprowadzili ją z chramu.

REKLAMA

Dwie inne członkinie Pussy Riot - Nadzieżda Tałokonnikowa i Marija Alochina - trafią jednak do łagru. Wyroki w ich sprawie zostały utrzymane w mocy, choć ich adwokaci żądali uniewinnienia i podkreślali polityczny, a nie antyreligijny charakter akcji. Argumenty te zostały jednak odrzucone.

W czasie rozprawy wielokrotnie mówiono o Putinie, dlatego, że 7 października, w dzień swoich urodzin, rosyjski prezydent stwierdził w wywiadzie, że Pussy Riot dostały to, na co zasłużyły i nie widzi potrzeby zmieniania wyroku. Adwokaci słowa te uznali za wywieranie nacisku na sąd.

Występ w cerkwi wywołał oburzenie hierarchów

21 lutego artystki z zespołu Pussy Riot weszły do soboru Chrystusa Zbawiciela, naciągnęły na głowy kolorowe kominiarki, rozstawiły przed ołtarzem aparaturę nagłaśniającą i wykonały utwór "Bogurodzico, przegoń Putina", który nazwały "Modlitwą punkową". Po wykonaniu przez kobiety "punkowej modlitwy", ochroniarze wyprowadzili performerki ze świątyni i puścili wolno. Skandal wybuchł dopiero wtedy, gdy członkinie Pussy Riot umieściły w internecie film ze swojego występu. Wśród prawosławnych, w tym hierarchów, podniosły się głosy oburzenia. Dziewczęta oskarżono o sprofanowanie świątyni, obrazę uczuć religijnych i szerzenie nienawiści.

Według prokuratury, akcja Pussy Riot była jawnie prowokacyjna i miała na celu wzniecanie nienawiści religijnej oraz obrazę uczuć wierzących. Oskarżone twierdzą zaś, że celem ich występu była krytyka organów władzy, w tym i Cerkwi, a nie obrażanie uczuć wiernych.