Janusz Waluś to południowoafrykański działacz skrajnej prawicy. Jest Polakiem, zabił czarnoskórego lidera partii komunistycznej Chrisa Haniego. Siedzi w więzieniu w RPA. Teraz ma wyjść na wolność. O tej postaci z Cezarym Łazarewiczem reporterem, autorem książki „Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia” rozmawiał Krzysztof Urbaniak.

REKLAMA

Krzysztof Urbaniak: Sąd w RPA zdecydował o warunkowym zwolnieniu Janusza Walusia, polskiego imigranta, który spędził w południowoafrykańskim więzieniu niemal 30 lat za zabójstwo komunistycznego działacza ruchu zwalczającego apartheid Chrisa Haniego w 1993 roku. Jaka jest historia Janusza Walusia. I dlaczego sąd podjął taką decyzję? Przypomnę, że jest on najdłużej więzionym skazanym w Republice Południowej Afryki.

Cezary Łazarewicz: W zasadzie sąd konstytucyjny przyznał rację sądowi niższej instancji, który tę decyzję podjął w 2016 roku. Wtedy Janusz Waluś został zwolniony warunkowo. Miał też chyba w ciągu dwóch tygodni wyjść z więzienia, tylko wyrok miał wykonać minister sprawiedliwości, który nie wykonał tego wyroku. Przez te sześć lat trwał spór, czy wyrok, który zapadł w 2016 roku należy wykonać, czy minister ma prawo nie wykonać takiego wyroku. W końcu sąd konstytucyjny przyznał, że Janusz Waluś został zwolniony warunkowo i może skorzystać z prawa takiego zwolnienia. Teraz chodzi tylko o to, jak to będzie szczegółowo wyglądało. Czy będzie na miejscu oczekiwać na decyzję, zostanie zwolniony i wypuszczony z kraju. Czy od razu będzie mógł wyjechać z Republiki Południowej Afryki. Problem polega na tym, że on nie ma południowoafrykańskiego obywatelstwa.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Łazarewicz: Waluś był ostatnim, który siedział w więzieniu za zbrodnie apartheidu

On się zrzekł?

Według mnie to tam się toczył taki spór. Z jednej strony państwo chciało pozbawić obywatelstwa, a z drugiej strony on sam się zrzekł.

A jak to się stało że zwykły chłopak z Podhala trafił do RPA w sam środek wielkiej polityki i dokonał tej zbrodni?

Mnóstwo ludzi z Polski w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wyjechało do RPA. On nie był już wtedy chłopcem z Zakopanego, tylko z Radomia. Południowa Afryka dawała ogromne możliwości w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, z Anglią, Europą Zachodnią. Tam człowiek z Polski nie lądował na zmywaku, na budowie, przy ciężkiej fizycznej pracy. Był od razu traktowany jak biała elita. Dostawał kredyt na mieszkanie, dostawał kredyt na samochód, dobrą pracę. Jedynym problem była segregacja rasowa, którą jako biały człowiek trzeba było zaaprobować. Waluś był jedną z tych osób, która zaaprobowała taki stan. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych pojawiła się groźba odebrania białym przywileju decydowania o tym wielkim kraju, on stanął po stronie tych, którzy uważali, że żadne zmiany nie są potrzebne.

Tak wyglądały wtedy realia życia w RPA. Apartheid i zalegalizowana dyskryminacja. "Nic osobistego" - to tytuł pana książki. To jest też odpowiedź Walusia na pytanie o motywy?

A on został moim zdaniem wykorzystany przez Derby-Lewisa, wpływowego działacza Partii Konserwatywnej, który był bardzo radykalny. On sobie wymyślił, że ten proces przechodzenia do demokracji w Południowej Afryce można zatrzymać w ten sposób, że zabije się jakiegoś ważnego działacza. Na liście było sporo osób, również takich, które miały biały kolor skóry. Chodziło o to, żeby wywołać zamieszki i te zamieszki miały spowodować wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, przejęcie władzy przez jakąś juntę wojskową, która wycofa się ze wszystkich zapowiedzianych zmian przez prezydenta. Narzędziem tego planu był Janusz Waluś, który miał tego dokonać.

A wiemy jak się wplątał w tę wielką politykę?

W 1984 poszedł na spotkanie, które organizował Derby-Lewis. Wyjął z portfela tysiąc randów i wpłacił na organizację, w której Derby- Lewis działał. On go zaprosił na obiad i zaczęli się przyjaźnić, bywać u siebie. Lewsi ulepił Walusia na swój wzór i podobieństwo. Wciągnął go w politykę. Kiedy Waluś był potrzebny, zapytał go, czy gotów byłby zrobić coś, co uratuje Południową Afrykę. I go tak wykorzystał.

Nie wiemy, czy Janusz Waluś wróci do Polski, ale wiemy, że ma rodzinę m.in. córkę Ewę.

Ja myślę, że Ewa dawała mu przez ten czas nadzieję na to, że warto żyć, że warto być. Ma też wnuczkę, której nigdy w życiu nie widział.

Ile Janusz Waluś teraz ma lat?

69. On z wielką godnością to więzienie znosił. Był traktowany jako bardzo zdyscyplinowany. Jeśli chodzi o warunki, które ma spełniać osoba podlegająca zwolnieniu warunkowemu, to absolutnie wszystko to spełniał. Problem był zawsze polityczny. Czy możemy zwolnić człowieka, który jest odpowiedzialny za śmierć naszego bohatera? Którego pomniki stoją w Południowej Afryce, który ma swoje ulice? Jego imieniem są szpitale. To ktoś, kto na stałe wpisał w historię Republiki Południowej Afryki.

Za Walusiem ktoś się wstawił?

Niezbyt. On ma jakąś grupę osób, ale nie są jakieś bardzo wpływowe. Widzę, że teraz jego wypuszczenie spowodowało to, że dyskusja tam się zaczęła. Prezydent się wypowiada. Jest na czołówkach gazet nie tylko w RPA, ale również w Stanach Zjednoczonych i w Anglii, informujących o tym, że sąd zdecydował o jego zwolnieniu. Prezydent mówi o tym, że musi przeczytać uzasadnienie sądu i się nad tym zastanowić, że jest wstrząśnięty. Trwa dyskusja, co się stanie. Trudno mi powiedzieć, jak ona się zakończy. Waluś jest człowiekiem, który podlegał specjalnemu traktowaniu. Nikt za straszniejsze zbrodnie nie poniósł tam kary. A oprócz tego był ostatnim człowiekiem, który siedział w więzieniu za zbrodnie apartheidu - jeśli moglibyśmy je tak nazwać. Nie tacy rzeźnicy jak Waluś zostali już z więzień zwolnieni. On był pewnym symbolem, który utrudniał takie postępowanie i podjęcie decyzji o jego zwolnieniu. Wbrew pozorom to była decyzja polityczna, a nie tylko prawna.

A dlaczego Janusz Waluś stał się idolem skrajnej prawicy w Polsce? Jak czytam, czekają na niego pseudokibice. Na stadionach wielokrotnie można było zobaczyć transparenty z jego podobizną.

Bo zastrzelił komunistę. Zastrzelił człowieka o innej kulturze i innym kolorze skóry. Takich ludzi skrajna prawica polska nie lubi, nienawidzi i zwalcza. Uosabia wszystko to, czego ci polscy naziole nienawidzą. Tylko wydaje mi się, że oni pojęcia nie mają o Walusiu - kim jest i czym się zajmuje. To nie jest prymitywny facet, tylko oczytany gość, który przez te lata dużo włożył w w siebie. Nauczył się portugalskiego, mówi biegle po angielsku, czyta książki historyczne, jest konserwatystą, ale też jest chrześcijaninem, który jest głęboko wierzący. Nie wiem, jak będzie wyglądało zderzenie wyobrażeń polskich brunatnych z prawdziwym Januszem Walusiem, którego będą mieli okazję poznać.