Kluczowa dla reformy sądownictwa ustawa, która spowodowała w Izraelu wielomiesięczne powszechne protesty, została uchylona przez izraelski Sąd Najwyższy. Forsowane przez rząd Benjamina Netanjahu prawo odbierało Sądowi Najwyższemu możliwość uchylania decyzji rządu, jeśli zostaną uznane one za "nieracjonalne".

REKLAMA

Agencja Reutera poinformowała, że za uchyleniem ustawy opowiedziało się ośmiu z piętnastu sędziów. Sąd Najwyższy uznał, że ustawa wyrządziłaby "poważną i bezprecedensową szkodę podstawom Izraela jako kraju demokratycznego".

Do czasu rozpoczęcia reform, które miały znacząco osłabić uprawnienia Sądu Najwyższego, był on jedyną instytucją, która mogła wstrzymywać decyzje rządu uznane za "nieracjonalne", tj. nieproporcjonalnie skoncentrowane na interesie politycznym bez wystarczającego uwzględnienia interesu publicznego.

Projekt reformy doprowadził do bezprecedensowych protestów

Ustawa została przyjęta w lipcu 2023 roku; w głosowaniu nie uczestniczyła opozycja. Reforma nie cieszyła się powszechnym poparciem.

Kiedy izraelski nadawca publiczny Kan zbadał w lipcu opinię publiczną, okazało się, że 46 proc. ankietowanych było jej przeciwnych, a 35 proc. popierało forsowane przez rząd zmiany. Także amerykańskie władze sugerowały wstrzymanie reformy i szukanie szerszego konsensusu społecznego.

Projekt reformy spolaryzował społeczeństwo i doprowadził do bezprecedensowych, masowych protestów w całym kraju. Opozycja oceniała zmiany jako zagrożenie dla demokracji, zaś prawicowy rząd przekonywał, że reforma ma na celu przywrócenie równowagi pomiędzy organami władzy.

Zdaniem prawicy, izraelski wymiar sprawiedliwości miał zbyt duże kompetencje i należało ograniczyć władzę niewybieranych sędziów na rzecz poddanych demokratycznej kontroli wyborczej urzędników.