Hongkong po raz pierwszy od 15 lat odnotuje deficyt budżetowy - ocenił sekretarz ds. finansowych w lokalnym rządzie Paul Chan. Zaznaczył, że gospodarce poważnie zaszkodziły trwające od czerwca protesty.

REKLAMA

Według prognoz, PKB Hongkongu za cały bieżący rok finansowy będzie o 1,3 proc. mniejsze niż w roku ubiegłym - przekazał Chan członkom panelu ds. finansowych w parlamencie państwa-miasta. Zaapelował przy tym o zakończenie przemocy związanej z trwającymi w regionie prodemokratycznymi protestami.

Wydarzenia społeczne wyrządziły olbrzymią szkodę naszej gospodarce. Do Hongkongu przyjeżdża mniej turystów (...), a lokalni mieszkańcy nie są w nastroju do wydawania pieniędzy - powiedział Chan. Dodał, że rządowi ekonomiści szacują straty spowodowane tymi wydarzeniami na ok. 2 proc. PKB regionu.

Początkowo spodziewaliśmy się nadwyżki 16,8 mld dolarów hongkońskich (8,4 mld zł). Jednak z powodu spowolnienia gospodarki spadły wpływy z podatków i sprzedaż ziemi. Dodatkowo podjęliśmy pewne środki zaradcze, więc na koniec roku finansowego rząd specjalnego regionu administracyjnego odnotuje deficyt, po raz pierwszy od 15 lat - podsumował sekretarz ds. finansowych.

Hongkong wkroczył w stan recesji

Z ogłoszonych w poniedziałek danych oficjalnych wynika, że sprzedaż w sektorze detalicznym spadła w październiku o 24,3 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem poprzedniego roku, osiągając 30,1 mld dolarów hongkońskich (15 mld zł). Był to największy spadek, odkąd dostępne są takie statystyki.

Hongkong wszedł niedawno w stan technicznej recesji, po raz pierwszy od światowego kryzysu finansowego z lat 2008-2009. Gospodarka regionu zmniejszyła się w drugim kwartale bieżącego roku o 0,4 proc., a w trzecim kwartale - o 3,2 proc. Miejscy urzędnicy przestrzegali, że w hongkońską gospodarkę uderzają zarówno trwające w regionie protesty, jak i przedłużająca się wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami.

W Hongkongu od czerwca trwają masowe antyrządowe demonstracje, a na ulicach regularnie dochodzi do starć z policją i aktów wandalizmu. Uczestnicy protestów domagają się m.in. demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań policji. Popierana przez rząd centralny w Pekinie szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wykluczyła jednak ustępstwa.