Gdy inkrustowana diamentami korona opadała na skroń Elżbiety Windsor - w 1952 roku takie nosiła oficjalnie nazwisko - Związkiem Radzieckim rządził Stalin, a Stanami Zjednoczonymi prezydent Truman. Od tego czasu minęły 63 lata, 7 miesięcy i dwa dni. Królowa Elżbieta II, pobija dziś rekord królowej Wiktorii, która równie długo zasiadała na tronie. Historia mierzy się z historią. Długo będziemy musieli czekać na kolejny wpis w tej kategorii w Księdze Guinnessa.

REKLAMA

Elżbieta II jest inna od swej praprababki, bardziej nowoczesna. Kocha tradycję, ale panuje nad Brytyjczykami niemal przezroczyście, nie dając im tego odczuć. Oni w zamian traktują ją jak matkę, której nigdy nie chcieli, a którą narzuciła im historia. I tak - w bardzo lapidarny sposób - można opisać współczesny mechanizm Zjednoczonego Królestwa.

Królowa Elżbieta II odziedziczyła tron w okresie niezwykle trudnym dla Wielkiej Brytanii. Imperium powoli stawało się odległym wspomnieniem - nowe kraje zdobywały niepodległość, świat pęczniał, a wraz zanim mnożyły się nowy wyzwania. Także dla młodej królowej. Przejmując tron po zmarłym nagle ojcu, Elżbieta była bardziej doświadczona niż jej arystokratyczne rówieśniczki. Miała za sobą służbę w wojsku, gdzie nauczono ją na przykład, jak zmieniać koło w samochodzie. Ale czy to mogło przygotować ją do bycia królową?

Gdy w 1947 roku zdecydowała się na ślub z greckim arystokratą Filipem Mountbattenem, jej kraj wciąż podnosił się z kolan po wygranej wojnie i przegranym imperium. To wydaje się dziś niezwykle, ale by uszyć ślubną suknią Elżbieta zbierała racjonowane kupony na materiał, którymi posługiwały się wówczas wszystkie Brytyjki. Choć historia być może miesza się w tym przypadku z legendą, to wzruszający dowód wczesnej odpowiedzialności, której nigdy później, gdy siedziała już na tronie, jej nie zabrakło.

Nie sposób wymienić wszystkich ważnych momentów historii, których świadkiem była królowa. Podział Europy na Wschód i Zachód, rosnące napięcie i wyścig zbrojeń były dla niej pierwszym dużym wyzwaniem. Jako królowa Elżbieta II, nie mogła zabierać głosu w kwestiach politycznych. Zabraniały jej tego zasady monarchii konstytucyjnej, które zresztą obowiązują do dziś. Królowa króluje w pałacu, premier i rząd rządzą krajem. To nienaruszalny podział, który jest dowodem obywatelskiego rozsądku i królewskiego kompromisu zawartego 150 lat temu.

Elżbieta zasiadała na tronie już 8 lat, gdy w Berlinie zaczęto budować znienawidzony mur. Europa nie dzieliła się już w umysłach polityków i generałów. Olbrzymi wąż z cegieł podzielił kraj, rodziny i nadzieje. W maju 1965 roku Elżbietą II odwiedziła Berlin Zachodni dając tym samym wyraz swego zaangażowania i cichej dyplomacji. To pierwszy z ważnych gestów jaki podczas panowania wykonała Elżbieta II. Innym było zaproszenie kilka lat później do Londynu japońskiego cesarza Hirohito, który pośrednio odpowiedzialny był za okrucieństwa popełnione przez Japonię podczas II wojny światowej. W kuluarach pałacu Buckingham często dyskutowało się o pojednaniu.

Elżbietą II była już doświadczona monarchinią, gdy Jurij Gagarin poleciał w kosmos. Spotkała go w Londynie w 1961 roku na przyjęciu w Pałacu Buckingham. Radziecki kosmonauta, jeśli wierzyć jego biografom, miał ponoć złamać królewską etykietę i dotknął nogi królowej, by przekonać się, że naprawdę istnieje. Gdy kilka lat później statek kosmiczny Apollo 11 zmierzał w kierunku księżyca, to królowa z niedowierzaniem przecierała oczy. Jak miliardy ludzi na świecie, przestała wątpić, gdy Neil Armstrong po raz pierwszy stanął na srebrnym globie. Zostawił na nim zresztą dysk z przesłaniem do innych cywilizacji, który zawierał miedzy innymi słowa królowej. Elżbietą II gościła później załogę amerykańskiego statku w Londynie. Musiało to być dla niej prawdziwe zderzenie z historią.

Nie mniej szokująca musiała być dla królowej pierwsza audiencja udzielona premier Margaret Thatcher. Na temat relacji dwóch najpotężniejszych pań w Zjednoczonym Królestwie napisano wiele książek. Królowa ponoć nie przepadała za szefową partii Konserwatystów. Dzieliły je klasy społeczne, styl bycia, osobista kultura i ambicje. Elżbieta II pozwala sobie nawet na niewybredne żarty wobec szefowej rządu, zawsze za jej plecami i w bardzo prywatnym gronie. Były swoim przeciwieństwem i choć Elżbieta nie zgadzała się z wieloma decyzjami Margaret Thatcher, nie mogła tego pokazać publicznie. Monarchia konstytucyjna nie zna litości dla naruszania nienaruszalnych granic. Obie panie, ta koronowana i ta z demokratycznego wyboru, nauczyły się tolerować nawzajem. To było konieczne, by kraj funkcjonował normalnie. I funkcjonował.

Łącznie z królową Elżbietą współpracowało dotychczas z 12 brytyjskich premierów. Napisana na ten temat sztuka "The Audience", gdzie w rolę królowej wcieliła się znakomita aktorka Helen Mirren, doskonale oddaje wysiłek, jaki podczas audiencji u królowej musieli ponosić najważniejsi z ważnych. Nikt nie ośmielił się jej krytykować, na pewno nie w cztery oczy.

Brytyjska monarchia istnieje od setek lat i ma się dobrze, ale nigdy w czasach nowożytnych nie otarła się o przepaść tak bardzo jak owego pamiętnego dnia w sierpniu 1997 roku. Ścigana przez papparazzi limuzyna byłej synowej królowej księżny Diany roztrzaskała się w paryskim tunelu, o mało nie rozbijając przy okazji brytyjskiej monarchii. Królowa nie przepadała za Dianą. Nie zareagowała na tę śmierć od razu i nie w odpowiednim tonie. Rozkochani w księżnej poddani mieli jej to za złe. Na ulicach słychać było płacz, a w sercach Brytyjczyków rodził się bunt, porównywalny jedynie do rewolucji sprzed kilkuset lat (Brytyjczycy doświadczyli tylko jednej - Oliviera Cromwella). W końcu królowa ugięła się. Wróciła ze szkockiej posiadłości do Londynu, gdzie wraz z księciem Filipem pokazała się publicznie u bram Pałacu Kensington, płynąc w morzu bukietów i wieńców pozostawionych dla Diany przez poddanych. Na niektórych widniał napisy "Precz z monarchią, nie chcemy królowej". Jeszcze długo po pogrzebie Diany rodzina królewska nie cieszyła się na Wyspach popularnością. Ale czas leczy rany.

Dziś świętujący rekord, jaki Elżbieta II odbiera swej praprababce, wolą nie pamiętać o tamtych, bolesnych czasach. 63 lata, 7 miesięcy i dwa dni na tronie to niebagatelny rezultat. I nic na razie nie wskakuje na to, by królowa zamierzała przekazać koronę swemu najstarszemu synowi księciu Karolowi. On też jest swego rodzaju rekordzistą - jeszcze żaden następca tronu tak długo nie czekał, by na nim usiąść.

Bogdan Frymorgen