Żyjący na wygnaniu w USA islamski kaznodzieja Fethullah Gulen, którego tureckie władze oskarżają o zorganizowanie zamachu stanu z 15 lipca, powiedział w najnowszym numerze niemieckiego tygodnika "Die Zeit", że stał za nim prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.

REKLAMA

Gulen zwrócił uwagę na głośną wypowiedź Erdogana, który nieudany pucz nazwał "darem od Allaha". Zdaniem kaznodziei, który jest dawnym sprzymierzeńcem, a obecnie największym wrogiem Erdogana, pucz posłużył prezydentowi jako pretekst do przeprowadzenia czystek w armii i innych instytucjach.

Zapytany, czy sugeruje w związku z tym, że to Erdogan stał za udaremnionym zamachem stanu, Gulen powiedział: "do tej pory myślałem tylko, że to jest możliwe. Teraz myślę, że jestem pewny". Dodał, że próba przewrotu wojskowego stoi w sprzeczności z ideami międzynarodowego ruchu "Hizmet" ("Służba"), na którego czele sam stoi.

Ani moi przyjaciele ani ja nie byliśmy blisko z Erdoganem, choć się tak twierdzi - powiedział Gulen "Die Zeit".

Erdogan twierdzi, że w nocy z 15 na 16 lipca dowiedział się o trwającym zamachu stanu od swego szwagra, wskazując jednocześnie na niedostateczne działania służb specjalnych, które nie wykryły planów puczu i nie potrafiły mu zapobiec.

Krótko po tym wydarzeniu zwłaszcza za granicą pojawiły się sugestie, że Erdogan mógł mieć coś wspólnego z organizacją zamachu, skoro skorzystał na nim, wyraźnie umacniając swoją władzę.

Około 32 tys. osób formalnie aresztowano od lipca za związki z ruchem Gulena. Ankara twierdzi, że zorganizował on w Turcji tzw. struktury równoległe, zwane teraz przez władze organizacją terrorystyczną FETO. Sam Gulen odrzuca te oskarżenia.

Po udaremnionej 15 lipca próbie puczu wojskowego władze przeprowadziły bezprecedensowe czystki. Stanowiska straciły dziesiątki tysięcy nauczycieli i wykładowców akademickich. Zwolniono lub zawieszono w obowiązkach kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli różnych zawodów - wojskowych, sędziów, urzędników czy dziennikarzy - gdyż są podejrzewani o związki z FETO.

(az)