Grenlandia, mimo że pokryta w 80 proc. lodem, jest geopolitycznym i geoekonomicznym klejnotem. Leży w strategicznym miejscu na arktycznym szlaku, który w dobie topnienia lodowców otwiera nowe morskie drogi handlowe i potencjalne złoża surowców. Zatem zasadne pozostaje pytanie, czy Donaldowi Trumpowi chodzi tylko o kwestie bezpieczeństwa?

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Pod zamarzniętą powierzchnią Grenlandii znajdują się zasoby metali ziem rzadkich - czyli dokładnie tych surowców, o które dziś toczy się globalna rywalizacja technologiczna. Chiny już wcześniej próbowały inwestować w grenlandzkie złoża przez różne firmy. To oznaczało, że Pekin widział w tej wyspie coś więcej niż tylko pusty ląd - widział strategiczny magazyn przyszłości. I właśnie o Grenlandii bardzo często mówi się jak o magazynie przyszłości.

Ale oczywiście Grenlandia ma znaczenie militarne. Na jej terytorium znajduje się amerykańska baza - jedna z najważniejszych instalacji radarowych i kosmicznych USA, działająca w ramach obrony antyrakietowej. Dla Pentagonu Grenlandia to północna tarcza Ameryki, miejsce obserwacji przestrzeni kosmicznej i wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami. Donald Trump chciałby tu rozbudować amerykańskie systemy. Akurat w tej kwestii nie powinno być problemów, bo władze Grenlandii i Danii nie mówią "nie". Wręcz przeciwnie - są otwarte w tej sprawie. Ale do tego trzeba rozmów. Dyplomatycznych rozmów, a nie straszenia sojuszników użyciem siły.

Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM
Grenlandia / Paweł Żuchowski / RMF FM

Wypowiedzi Trumpa o siłowym przejęciu Grenlandii zwyczajnie się tu nie podobają - relacjonuje z Grenlandii amerykański korespondent RMF FM Paweł Żuchowski. Donald Trump - przedsiębiorca, a nie klasyczny strateg - prawdopodobnie patrzy na Grenlandię przez pryzmat realnego wpływu i przyszłego zysku. W jego wizji świat jest rynkiem, a surowce i terytoria to aktywa, które można nabyć, aby umocnić pozycję. Tutejsza ludność mówi, że ziemia to nie towar a odpowiedzialność, że nie można posiadać ziemi. Trump mógł uznać, że przejęcie Grenlandii lub przynajmniej wzmocnienie amerykańskiej obecności byłoby ruchem uprzedzającym - czymś w rodzaju "zaklepania miejsca przy stole" w przyszłej grze o Arktykę. Trump wyczuł to po swojemu - może impulsywnie, może naiwnie - ale jego instynkt był trafny. Grenlandia to przyszły front rywalizacji o surowce, technologie i wpływy w Arktyce.

"Potrzebujemy Grenlandii" - mówił wielokrotnie prezydent Donald Trump, wskazując, że chodzi o kwestie bezpieczeństwa USA i sojuszników. Śmiech, jaki wzbudził jego pomysł, nie zmienia faktu, że w oczach strategów z Pekinu, Moskwy i Waszyngtonu ta biała pustynia staje się nową linią graniczną świata. Trump widzi możliwość powiększenia potęgi Ameryki. Tu zderzają się dwie wizje - ludzi, którzy chcą tu żyć w spokoju i Donalda Trumpa, biznesmena, który widzi tu pieniądze - komentuje Paweł Żuchowski.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Tymczasem Dania zwiększa swoją obecność wojskową na Grenlandii. Duński minister obrony Troels Lund Poulsen złożył w weekend wizytę na wyspie. Wraz z grenlandzką minister spraw zagranicznych Vivian Motzfeldt odwiedzili elektrownię wodną położoną około 50 kilometrów na południe od Nuuk. Elektrownia dostarcza energię elektryczną do stolicy Grenlandii, dlatego jest uznawana za infrastrukturę krytyczną. Obecnie duńscy żołnierze szkolą się w zakresie ochrony tego obiektu w ramach zwiększonej obecności wojskowej Duńskich Sił Zbrojnych na Grenlandii. Przeprowadzane są i inne ćwiczenia. To wszystko w związku z groźbami ze strony USA, ale i ogólnymi obawami o bezpieczeństwo Arktyki.

Ta nowa rzeczywistość jest dla nas czymś zupełnie nowym - powiedziała dziennikarzom Vivian Motzfeldt. Sytuacja wymaga również, aby wiedzieć, jak chronić Arktykę. Właśnie dlatego prowadzimy wszystkie te ćwiczenia. Jeśli wykonuje się je w Arktyce, a jeśli w miejscu, które Arktyką nie jest, to są to zupełnie różne rzeczy. To jest coś bardzo istotnego - podkreśliła. Duńscy żołnierze są też w drugim co do wielkości mieście Grenlandii. Ćwiczenia wojskowe, które do tej pory koncentrowały się na stolicy Nuuk i okolicach byłej amerykańskiej bazy i lotniska w Kangerlussuaq, zostały rozszerzone na Sisimiut.