Okręty wojenne, samoloty zwiadowcze i helikoptery podążają za wielkim francuskim żaglowcem, który został zaatakowany i porwany przez uzbrojonych piratów u wybrzeży Somalii.

REKLAMA

Premier Francji Francois Fillon sugerował, że komandosi i antyterroryści będą próbowali odbić z rąk piratów ponad 30 członków załogi zanim 90-metrowy żaglowiec „Le Ponant” opuści wody międzynarodowe. Teraz francuska armia twierdzi, że ma pozwolenie na ewentualną interwencję również w strefie wód terytorialnych Somalii, gdzie prawdopodobnie podążają piraci.

Minister obrony podkreśla jednak, że sytuacja jest skomplikowana, bo nie ma żadnego kontaktu ani z porywaczami, ani z francusko-ukraińską załogą żaglowca. Sugeruje, że najlepszym rozwiązaniem byłaby interwencja wysłanych do Zatoki Adeńskiej francuskich jednostek antyterrorystycznych.

Międzynarodowe Biuro Morskie stale ostrzega przed groźbą ataków piratów u wybrzeży Somalii i zaleca statkom handlowym zachowanie odległości co najmniej 200 mil morskich od brzegu.

Somalijscy piraci używają łodzi motorowych wyposażonych w telefony satelitarne i system nawigacji satelitarnej GPS. Zwykle są uzbrojeni w broń automatyczną, wyrzutnie rakiet i granaty. Ich celem są zarówno statki pasażerskie, jak i towarowe.