Według szacunków przynajmniej 1,5 tys. uczestników ruchu "żółte kamizelki" zgromadziło się w sobotę na demonstracji w centrum Montpellier, na południu Francji. Doszło do starć z siłami bezpieczeństwa, aktów wandalizmu. Zatrzymane zostały co najmniej 3 osoby.

REKLAMA

Według organizatorów w sobotnich protestach w Montpellier wzięły udział 3 tys. osób; według prefektury - o połowę mniej.

AFP pisze, że manifestanci, z których część była zakapturzona, rzucali koktajlami Mołotowa, policja z kolei użyła gazu łzawiącego. W ogniu stanął policyjny radiowóz, jednak - jak zaznacza AFP - samochód był pusty. Według prefektury departamentu Herault, w którym leży Montpellier, to manifestanci otworzyli drzwi pojazdu i wrzucili do środka koktajl Mołotowa.

Władze poinformowały o trzech zatrzymaniach, m.in. w związku z posiadaniem noży.
W centrum Montpellier zamkniętych było wiele sklepów; szyby zabezpieczano dyktami. Cotygodniowe protesty "żółtych kamizelek" w przeszłości często przeradzały się w zamieszki, zwłaszcza w Paryżu. Tłum dewastował przy tym to, co protestującym kojarzyło się z wysokim statusem społecznym - siedziby banków, luksusowe sklepy i restauracje.

AFP podkreśla, że ta sobota uznawana jest przez uczestników ruchu za dzień "powrotu" do dużych demonstracji. W ostatnich tygodniach manifestacje były dużo mniejsze. Na pierwszą wrześniową sobotę wzywano do mobilizacji protestujących w całym kraju.

Na transparentach manifestujących tego dnia "żółtych kamizelek" widniały m.in. napisy wzywające Macrona do dymisji i grożące protestami w każdą sobotę, aż do maja 2022 roku, gdy zakończy się obecna kadencja prezydenta.

Demonstracje miały miejsce także w Rouen, na północy Francji, gdzie również doszło do starć; zatrzymano tam dwie osoby. Po kilkaset osób manifestowało w Lille i Strasburgu; kilkadziesiąt - w Paryżu.

"Żółte kamizelki" przeciwko Macronowi

Ruch "żółtych kamizelek", który protestuje przeciw reformom społecznym i gospodarczym prezydenta kraju, na pewien czas bardzo zaszkodził notowaniom Macrona. Początkowo masowe marsze są już dużo mniej liczne, a na początku lipca poparcie dla prezydenta zaczęło rosnąć.

"Żółte kamizelki" odrzucają politykę gospodarczą Macrona, nastawioną - jak uważają - na duże koncerny i bogatych kosztem zwykłych pracowników. Ruch domaga się podniesienia płac, emerytur i zasiłków dla bezrobotnych.

W reakcji na protesty francuskie władze zorganizowały kilkumiesięczną "debatę narodową"; po jej przeprowadzeniu zapowiedziano obniżenie podatków, reformy systemu emerytalnego, ułatwienie rozpisywania referendów i reorganizację państwowej administracji.