"Skandal!", "Raport w sprawie katastrofy Airbusa ocenzurowany!", "Eksperci oskarżeni o stronniczość!", "Śledztwo zdyskredytowane!". To komentarze francuskiej prasy po ujawnieniu informacji o tym, że śledczy usunęli ze wstępnego raportu akapit o wadliwym funkcjonowaniu alarmu pokładowego Airbusa Air France, który dwa lata temu spadł do Atlantyku. Na pokładzie było 228 osób.

REKLAMA

Dziennik "Libertation" ujawnia list protestacyjny dyrekcji Air France do Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego". Usunięcie tego akapitu "jest sprzeczne z dążeniem do poprawy bezpieczeństwa pasażerów" - czytamy w skardze podpisanej przez szefa francuskich linii lotniczych Pierre'a-Henrie'go Gourgeona. Śledczy tłumaczą, że akapit został usunięty, bo sprawa wymagała głębszego zbadania - po protestach Air France obiecali, że dokument na ten temat zostanie dołączony do ostatecznego raportu w przyszłym roku. Oburzone rodziny ofiar katastrofy podkreślają jednak, że bezpowrotnie straciły do śledczych zaufanie.

Przekazano nam ocenzurowane informacje na temat tragedii - jest jasne, że eksperci bronią interesów producenta samolotu - koncernu Airbus - twierdzi Robert Soulas - szef zrzeszającego rodziny ofiar Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy i Solidarności AF447.

Brazylia boi się, że Francja zafałszuje śledztwo

Już wcześniej organizacja zrzeszająca rodziny brazylijskich ofiar protestowała przeciwko badaniu szczątków Airbusa we Francji zamiast w Brazylii, choć maszyna spadła do Atlantyku niedaleko wybrzeży Ameryki Południowej. Szef brazylijskiej organizacji wyraził obawę, że Francuzi mogą zafałszować śledztwo, by chronić interesy europejskiego przemysłu lotniczego.

Airbus lecący 1 czerwca 2009 r. z Rio de Janeiro do Paryża spadł do oceanu po wejściu w strefę turbulencji towarzyszącej frontowi atmosferycznemu. W ciągu niecałych trzech minut maszyna spadła z wysokości 11,5 tys. metrów do Atlantyku. Wszyscy pasażerowie lotu AF447 i członkowie załogi zginęli. Czynnikiem inicjującym tragedię mogły być błędne wskazania zatkanych lodem czujników prędkości - zwanych rurkami Pitota. We wstępnym raporcie główną winą za katastrofę obarczono jednak głównie pilotów, którzy - według śledczych - mieli za mało doświadczenia.

Okazało się jednak, że z tego wstępnego raportu ekspertów francuskiego Biura Dochodzeń i Analiz (BEA), które zajmuje się badaniem katastrof lotniczych, usunięto w ostatniej chwili akapit wskazujący na mogące zdezorientować pilotów działanie alarmów w Airbusie A330 i zalecający modyfikację ich funkcjonowania.