​"Nie wykluczamy, że incydent na podparyskim lotnisku Orly miał podłoże terrorystyczne"- powiedział francuski rzecznik MSW. Minister spraw wewnętrznych Bruno le Roux powiedział, że mężczyzna był znany policji i służbom wywiadowczym. Źródło policyjne opisało go jako zradykalizowanego muzułmanina. Zastrzelono go rano na lotnisku Orly, po tym jak on zabrał broń jednemu z żołnierzy - kobiecie. Wcześniej napastnik, podczas kontroli drogowej, postrzelił policjanta. "We Francji należy się obawiać kolejnych zamachów" - ocenia w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Mariuszem Piekarskim ekspert ds. międzynarodowych dr Wojciech Szewko.

REKLAMA

Około godziny 8:30 mężczyzna podbiegł do żołnierzy zabezpieczających lotnisko Paryż-Orly i zabrał broń wchodzącej w skład patrolu kobiecie. Później próbował schronić się w sklepie. Został zastrzelony przez siły bezpieczeństwa - poinformował Pierre-Henry Brandet, rzecznik MSW.

Rzecznik MSW nie wykluczył, że incydent miał podłoże terrorystyczne, ale podkreślił, że ustalenie tego będzie zadaniem wymiaru sprawiedliwości.

Atak na lotnisku Orly był raczej atakiem spontanicznym. Natomiast nie możemy wykluczyć tego, że ten człowiek planował rzeczywiście atak - być może w innych godzinach, być może w innym miejscu, być może na Orly następnego dnia - mówi dr Wojciech Szewko.

Zdaniem eksperta ds. międzynarodowych, policja powinna brać pod uwagę między innymi to, że w innym miejscu Paryża może być podłożona bomba, a "te zamachy miały być dokonane wszystkie razem np. o godzinie 15; a coś nie wyszło, bo człowiek został zatrzymany przez policję".

Przypuszczam, że w tej chwili weryfikuje się jedną rzecz - to, że ten człowiek spanikował w takim stopniu, czy to nie oznacza, że jego koledzy czekali w innym miejscu, bo planowali dokonać może napadu, może zamachu - ocenia Szewko.

Dżihadyści, jeżeli planują atak, to najczęściej są to ataki synchroniczne, są to ataki w kilku miejscach. Jeden atak czasami jest do odciągnięcia służb bezpieczeństwa i ich uwagi, a wtedy dokonuje się zamachu w innym miejscu - twierdzi rozmówca Mariusza Piekarskiego.

Scenariusz podobny do tego z Brukseli

Zdaniem Szewko, dzisiejsze wydarzenia mogą mieć scenariusz podobny do zamachów w Brukseli. Ludzie, którzy dokonali tego wielkiego, spektakularnego zamachu w Brukseli na lotnisko i na metro, oni planowali zupełnie inne cele, w zupełnie innym miejscu. Ponieważ przestraszyli się tego, że ich kolega zaczął rozmawiać z policją, podjęli spontaniczną decyzję, aby jeden spośród wybranych celów - taki najprostszy dla nich - obrać i tego dnia dokonać ataku. Wiemy to, bo opublikowano stenogramy z ich rozmów. Ten człowiek (z Paryża) być może dokładnie to samo robił, dlatego właśnie tak wielka obecność policji i tak poważne podchodzenie Francuzów do tego - uważa Szewko.

Pytany o reakcję służb, które dzisiejszy incydent potraktowały bardzo poważnie, odparł: "Władze francuskie nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie". Nie mogą powiedzieć, że się nic nie stało, nie mogą powiedzieć, że nie będą prowadzili śledztwa - stwierdza. Tym bardziej, że historia zamachów od 2015 roku, to jest jednak historia najczęściej zaniedbań - tego, że lekceważono, zaniedbywano, nie sprawdzano - ocenia ekspert.

Jak podają służby, w trakcie incydentu na podparyskim lotnisku nikt inny nie został ranny.

(łł)