Władze miasteczka Omaui na południowym wybrzeżu Nowej Zelandii chcą wdrożyć w życie drastyczny plan ochrony rodzimych gatunków zwierząt – absolutny zakaz posiadania w domu… kota. Te żyjące teraz właściciele będą musieli obowiązkowo zarejestrować, zaczipować i wysterylizować. Po śmierci pupila, właściciel nie będzie mógł adoptować kolejnego.

REKLAMA

Zarządzenie lokalnych władz nowozelandzkiego miasteczka jest ekstremalne, ale ma na celu ochronę rodzimych gatunków zwierząt. Domowe koty są odpowiedzialne za śmierć miliardów ptaków, płazów i gryzoni rocznie.

Peter Marra z centrum migracji ptaków zapewnia, że nie jest przeciwnikiem kotów czy ich właścicieli.

Koty to wspaniałe zwierzęta domowe, ale nie oznacza to, że powinno im się pozwolić na dewastację otoczenia. To nie ich wina, to wina ich właścicieli. Psom byśmy na to nigdy nie pozwolili. Czas by traktować koty tak jak i psy. To urodzeni zabójcy, to ich natura - powiedział w rozmowie z BBC.

Plany drastycznego ograniczenia populacji kotów na rzecz ochrony ekosystemu nie wszystkim się jednak podoba. Opowiadają się za prowadzeniem prawa, które od 2015 roku obowiązuje w Australii. Właściciele kotów są zobowiązani do zamykania ich na noc w domach, podawania karmy i kastrowania.

To wprowadzenie zasad państwa policyjnego, bo jak nazwać fakt, że ktoś decyduje, że nie wolni ci mieć kota - mówiła mieszkanka Omaui, właścicielka trzech zwierząt.

(j.)