Wszystkie dowody zgromadzone podczas brytyjskiego śledztwa w sprawie śmierci byłego agenta KGB Aleksandra Litwinienki wskazują na winę dwóch byłych funkcjonariuszy rosyjskich służb - pisze "Financial Times", podsumowując kilkumiesięczne dochodzenie.

REKLAMA

Brytyjska policja podejrzewa byłych agentów rosyjskich służb, Dmitrija Kowtuna i Andrieja Ługowoja, o otrucie Litwinienki zieloną herbatą z silnie radioaktywnym izotopem polonu-210 podczas spotkania w londyńskim hotelu 1 listopada 2006 r. Litwinienko zmarł w londyńskim szpitalu 23 dni później. Zakończyło się publiczne śledztwo w tej sprawie w Wielkiej Brytanii. Jego wyniki ma pod koniec roku ogłosić prowadzący dochodzenie sędzia Robert Owen. W końcowym raporcie wskaże on winnych i oceni, czy w śmierć Litwinienki zamieszane było państwo rosyjskie i jego prezydent Władimir Putin.

"34 dni publicznych przesłuchań i 15 tys. stron dokumentów (zgromadzonych w trakcie śledztwa) tylko potwierdziło wnioski już wyciągnięte przez policję. (...) Wszystkie dowody wskazują na winę Ługowoja i Kowtuna" - pisze "FT" w poniedziałkowym komentarzu redakcyjnym.

Publiczne dowody nie wskazały bezpośrednio, że zlecenie zabójstwa wydał Kreml, jednak dwaj byli agencji rosyjskich służb "nie byliby w stanie zdobyć rzadkiego radioaktywnego izotopu (...) bez pomocy państwa. Sugeruje to, że działali na polecenie rosyjskich władz, które miały o wiele więcej powodów, by chcieć śmierci Litwinienki, niż przyznały na początku" - zauważa brytyjski dziennik. Jak dodaje, zebrane dowody nie potwierdziły też forsowanej przez stronę rosyjskiej wersji, jakoby Litwinienko nielegalnie handlował polonem i zatruł się sam.

Niebezpieczny szpieg

"FT" podkreśla, że obecnie wiadomo już o licznych motywach, jakie państwo rosyjskie mogło mieć, by zabić eksszpiega. "Litwinienko demaskował prawdę o korupcji w FSB w czasach, gdy jej szefem był Putin. Mówił też o rzekomym zaangażowaniu FSB w serię ataków bombowych na budynki mieszkalne w Rosji w 1999 r. (...) Co najważniejsze, w ostatnich miesiącach przed śmiercią próbował ujawnić rzekome powiązania między bliskim otoczeniem Putina a rosyjską mafią" - wymienia "FT".

W ocenie gazety "brytyjskie śledztwo pokazało, że odmowa Moskwy w sprawie ekstradycji Ługowoja i Kowtuna (...) jest nie do obronienia. Przyniosło też kolejne dowody na brutalne, nieortodoksyjne i niebezpieczne metody, do których państwo rosyjskie najwyraźniej jest gotowe się uciec, by niszczyć swych wrogów i osiągać swe cele".

"Jeśli sędzia Owen uzna, że zabójcy, którzy wwieźli śmiercionośną truciznę do wielkiego miasta (Londynu), zostali wysłani przez Moskwę, to zbrodnię tę można potraktować jako swego rodzaju oznakę na mniejszą skalę cynicznej pogardy dla życia ludzkiego", jaką władze rosyjskie okazują obecnie, "podsycając (separatystyczną) rebelię we wschodniej Ukrainie" - podkreśla "FT".

Marina Litwinienko przez długie lata domagała się śledztwa w sprawie śmierci jej męża, podczas gdy polityczny establishment w Wielkiej Brytanii wolał chronić powiązania biznesowe z Rosją. "Gdyby na wszczęcie śledztwa zdecydowano się wcześniej, Zachód miałby szansę zobaczyć na długo przed kryzysem ukraińskim, jakim państwem jest Rosja pod rządami Putina" - konkluduje "Financial Times".

(ug)