"Kościół, który ordynuje kobiety, chce współpracować z tymi Kościołami, które mają inne tradycje. Nie ma takiego odcięcia. Nie ma krytyki" – mówi RMF FM bp Paulina Hławiczka-Trotman. Pochodzi ze Śląska Cieszyńskiego, jest pierwszą polską protestantką, która objęła posługę biskupa. W rozmowie z Katarzyną Staszko wspomina czasy, kiedy powołanie „zaburzyło jej życiowe plany”. Mówi też, dlaczego ważna jest cierpliwość i jak obecność kobiet zmienia Kościół.

REKLAMA

Nie wiem, czy to dlatego, że też jestem kobietą, czy może dlatego, że wierzę w Kościół, który jest otwarty na każdego człowieka, czy może jeszcze dlatego, że zawsze kiedy słyszę o Polkach docenianych w świecie dostaję gęściej skórki. Jakakolwiek nie byłaby przyczyna, informacja o konsekracji ks. Pauliny Hławiczki-Trotman na biskupa (czy raczej na biskupę lub biskupkę - jak zauważyła sama w rozmowie, ten język dopiero się tworzy) niezwykle mnie ucieszyła i, mówiąc wprost, dodała nadziei. Kiedy połączyłyśmy się na Zoomie i zobaczyłam jej uśmiech i pewność siebie wiedziałam, że to spotkanie będzie niezwykłe.

Rola i głos

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Bp Paulina Hławiczka-Trotman: Moje plany były związane ze sceną

Jak sama mówi, zawsze była blisko Kościoła i muzyki, tak jak zresztą jej rodzina. Jednak takiej życiowej drogi w tamtym czasie by nie wymyśliła.

"Na pewno nie było to moim planem, aby studiować teologię czy zostać księdzem. Tym bardziej, że jak się było dzieckiem i widziało się księży - samych mężczyzn. To tu nie myślało się w takich kategoriach w ogóle. Natomiast moje plany były związane ze sceną, z muzyką. Byłam przygotowana do studiów teatralno-wokalnych, więc takie były moje marzenia, taka rola" - wspomina Paulina Hławiczka-Trotman.

Rola w tym scenariuszu jednak się zmieniła. A reżyserem było powołanie, z którym dyskutować nie można. Zmiana przyszła, gdy osiągnęłam pełnoletniość i składało się podania na studia. Ja wybrałam Warszawę i w którymś momencie, w tym czasie wyborów, zmian, składania podań po prostu przyszło powołanie. Wyrwało mnie z tej drogi, z tych planów, z tego, co zakładałam wcześniej. Było to tak silne uczucie i silne przeżycie duchowe, któremu nie mogłam się przeciwstawić, mimo że w pierwszej kolejności się wystraszyłam. To coś, czego nie przeżywa się na co dzień, więc zupełnie zaburzyło moją wizję życia. Ale podporządkowałam się temu powołaniu i poszłam na studia teologiczne do Warszawy. Będąc na drugim roku zdecydowałam się zdawać na śpiew operowy. Chciałam sprawdzić, czy jest jeszcze szansa, by wykonując to powołanie, słuchając tego głosu, mogę również robić coś dla siebie - tak bp Paulina opisuje swoje początki.

Dziś, oprócz pracy w Kościele, zawodowo śpiewa. W Wielkiej Brytanii księżą muszą być "dwuzawodowi". Kościół nie jest w stanie utrzymać tam duchownych, więc każdy ma pracę, którą może z posługą połączyć. Początki jednak nie były takie oczywiste.

Kiedy Paulina Hławiczka-Trotman zdecydowała się na studia artystyczne, usłyszała wiele słów sprzeciwu od prowadzących i od duszpasterzy.

Uważali, że skoro studiuję teologię i wykonuję Boże powołanie, to powinnam się tutaj usadowić, zagnieździć, szukać męża, pastora, z którym będę mogła później być wysłana na daną parafię. A nie, że chcę latać po scenie. To mnie jeszcze bardziej zmobilizowało, żeby próbować i zdawać egzaminy artystyczne - opowiada w RMF FM. Wygrał nie tylko silny charakter, ale też i wsparcie rodziców.

Miałam wiele zrozumienia u rodziców. Myślę, że kontakt z nimi i ich uczestniczenie w moich wyborach były bardzo ważne. Skoro rodzice nie powiedzieli wtedy "nie" to wszystko się potoczyło tak, jak się potoczyło - mówi bp Hławiczka-Trotman.

Decyzja o zmianie

Po studiach Paulina Hławiczka-Trotman pracowała w ewangelickim duszpasterstwie wojskowym. Przez cztery lata była asystentką biskupa wojskowego. Wtedy przyszedł kwiecień 2010 roku i katastrofa smoleńska. To wydarzenie zaważyło bardzo na życiu tych, którzy pozostali w pracy, w biurach i w wojsku. Którzy byli blisko tej tragedii, dramatów wielu rodzin, którzy nagle musieli zorganizować prawie sto pogrzebów.

Po tych kryzysowych 10 miesiącach wielu z nas usłyszało od ministra obrony słowa "proszę zadbać o siebie, proszę pojechać na urlop, podleczyć się, zmienić pracę". Faktycznie - wielu z nas podjęło taką decyzję. Wyjechaliśmy za granicę. Nie tylko znani politycy wyjeżdżali i próbowali zaczynać nowe życie gdzieś indziej, ale także pracownicy biura czy osoby pełniące różne funkcje w wojsku też zmieniały pracę. Był to bardzo, bardzo trudny okres. Myślę, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, bo o tym się raczej nie mówi - wspomina rozmówczyni RMF FM.

Najpierw były Niemcy - Paulina Hławiczka-Trotman wyjechała do rodziny, następnie po powrocie podjęła pracę w Polskiej Radzie Ekumenicznej. Za sprawą Rady, różnych projektów i konferencji znalazła się w Wielkiej Brytanii. A później znowu wyjazd do Niemiec i znów Wielka Brytania, świat zaczął się otwierać.

Zaczęłam troszkę inaczej na to wszystko patrzeć. W Polsce nie było możliwości, aby ordynować kobiety na księży (to zmieniło się w 2022 r.). Nie było dla więc mnie miejsca, aby to powołanie dalej wypełniać. Dlatego to, co zaczęło przychodzić z zewnątrz, czyli podróże, możliwości pracy w innych miejscach, otworzyło nowe perspektywy, nowe drogi. Z czasem poznałam mojego przyszłego męża, który jest księdzem w kościele metodystycznym w Wielkiej Brytanii. Perspektywa śledzenia tego powołania i szukania tej drogi po prostu nabrała zupełnie innych barw i rozmiarów - wspomina.

Strefa komfortu i siła cierpliwości

Lubimy z mężem dzielić się doświadczeniem, przemyśleniami. Myślę, że nawet jest to lepszy układ niż gdybyśmy byli z jednego Kościoła, z tej samej denominacji. Uczę się nowych rzeczy, patrzę jak inni nauczają, co mnie zaskakuje - mówi RMF FM bp. Paulina. Chociaż przyznaje, że na samym początku życia w Wielkiej Brytanii nawet nie starała się o ordynację księdza. Uczyła się języka, starała się zasymilować ze społeczeństwem, być jego częścią.

Posługa, powołanie, praca w Kościele i na rzecz innych osób - to wszystko też jest procesem. I tu początki bywają trudne.

Na początku to było cały czas egzystowanie poza własną strefą komfortu i to było bardzo męczące. W którymś momencie to się stało częścią mojego życia. Wtedy poczułam się lepiej. Myślę, że największy dar, jaki dostałam, to cierpliwość. Bez tego dawno by mnie już tutaj nie było i być może wcale nie udałoby mi się utrzymać w tym powołaniu. To jest trudna droga. Towarzyszyć temu musi wiara, która nie zawsze jest wiarą silną, która ma swoje słabe dni. Człowiek jest tylko człowiekiem - przyznaje Paulina Hławiczka-Trotman. Jak podkreśla: bez rodziny, bez przyjaciół i bez męża byłoby jej o wiele, wiele trudniej.

Jestem tutaj, w Kościele luterańskim, w którym kobiety pracują, są księżmi od II wojny światowej. Kościół anglikański ma kobiety, księży i od kilku lat biskupów. I to jest potrzebne. Kobieta wprowadza pewien aspekt rodzinności, współdziałania między ludźmi

Rozmawiamy o tym, czy Kościół prowadzony przez kobiety lub taki, w którym obecność kobiet jest bardziej zaznaczona różni się od Kościoła, który zna większość z nas. Bardzo szybko dochodzimy do wniosku, że - tak jak w życiu - chodzi o balans i wzajemne uzupełnianie się.

Biblia mówi zaraz na początku, że Bóg stworzył człowieka, a tym człowiekiem jest kobieta i mężczyzna. Nie oddzielnie, nie pojedynczo. My musimy razem funkcjonować, żyć, pracować, współistnieć i współdziałać. To dla mnie jest bardzo jasne. Jestem tutaj, w Kościele luterańskim, w którym kobiety pracują, są księżmi od II wojny światowej. Kościół anglikański ma kobiety, księży i od kilku lat biskupów. I to jest potrzebne. Kobieta wprowadza pewien aspekt rodzinności, współdziałania między ludźmi. Poza tym, jeśli kobieta ma w sobie pierwiastek macierzyński to może się on spełniać w domu, przy własnych dzieciach. Ale przecież kobiety mogą też pracować z dziećmi w kościele i tutaj się spełniać - zauważa bp Paulina.

"Gdzie jest Bóg, jak nie w drugim człowieku, który obdarzy nas dobrym słowem?"

Rozmówczyni RMF FM wspomina też swoją uroczystą konsekrację. To dla niej wydarzenie w pewien sposób symboliczne. Pokazało, czym jest wspólnota i dało nadzieję na to, że pewne drzwi będą otwierały się szerzej.

Na mojej konsekracji był biskup Patryk z Kościoła rzymskokatolickiego. Jest to biskup diecezji Nottingham. To jest duża katolicka diecezja i byli księża z Polskiej Misji Katolickiej. Tu na Wyspach, ale i z Polski księża katoliccy. Była to uroczystość ekumeniczna. Ale co nam to wydarzenie mówi? Kościół, który ordynuje kobiety, chce współpracować z tymi Kościołami, które mają inne tradycje. Nie ma takiego odcięcia. Nie ma krytyki - podkreśla.

Krytyka się pojawiła, ale w innym miejscu. W mediach społecznościowych. Ludziom w sieci (w sporej mierze polskim internautom) zdarzało się krytykować strój, fakt bycia imigrantką czy nieznane im zwyczaje. Dlatego przy tej okazji warto, żeby każdy z nas spojrzał sam na siebie. Czy pozwalamy innym, by żyli swoim życiem? Czy akceptujemy "inność", czy ją piętnujemy?

Biskup Paulina na koniec rozmowy podzieliła się ze mną taką myślą: Mówiąc o naszym duchu wewnętrznym, myślę, że często chcemy sobie coś zaskarbić. U nas jest tak, więc uważamy, że u sąsiada powinno być tak samo. A w tym kraju (w Wlk. Brytanii) wolność jest inna, inna jest historia. Są oczywiście inne problemy, np. problemy z rasizmem. Natomiast widzę otwartość na drugiego człowieka i brak tej myśli, że "to u nas Bóg naprawdę się objawia". Ludzie prowadzą kościoły, aby sobie wzajemnie pomagać. Chcą realizować misję dla tych, którzy tego potrzebują. A widać to zwłaszcza po pandemii. Do kościoła przychodzą ludzie innych wyznań, czy nawet niewierzący. Stracili bliskich, więc szukają dobrego słowa, szukają miłości. Niektórzy oczywiście znajdują Boga. Bo gdzie jest Bóg, jak nie w drugim człowieku, który obdarzy nas dobrym słowem, spojrzeniem i uśmiechem?