Bułgarski premier Bojko Borysow powiedział, że nie widzi perspektywy rozwiązania kryzysu migracyjnego. W UE panuje „absolutna niesolidarność”, każdy próbuje ratować się sam. Bułgaria nie ma jego zdaniem innego wyjścia, niż szukać partnerstwa z Turcją,

REKLAMA

Wypowiedź bułgarskiego premiera zbiegła się z wiadomością, że w piątek złoży on wizytę w Turcji na zaproszenie premiera tego kraju Binalego Yildirima. Wizytę zapowiedziano kilka tygodni temu, potem podano, że 26 sierpnia Borysow uda się do Berlina na spotkanie z kanclerz Angelą Merkel i kilkoma unijnymi premierami. Według bułgarskich mediów z powodu spotkania Borysowa z Yildirimem Merkel odłożyła spotkanie na sobotę, 27 sierpnia.

Na posiedzeniu rządu Borysow powiedział: Nie widzę w Europie żadnej perspektywy rozwiązania kryzysu migracyjnego. Widzę, jak kraj za krajem panicznie próbują ratować się same i każdy znajduje jakiś artykuł w traktacie unijnym, który daje mu do tego prawo.

Tymczasem Bułgaria, "przestrzegając tysięcy ograniczeń nakładanych przez UE, codziennie łoży na każdego migranta ogromne środki na wyżywienie, ochronę, wywiady w sprawie nadania im statusu" - powiedział. Według Borysowa ośrodki dla uchodźców są już pełne i z uwagi na fakt, że strumień migracyjny rośnie, należy zastanowić się nad finansowaniem budowy nowych. Dodał, że po przybyciu kolejnych 10 tys. migrantów sytuacja w kraju stanie się krytyczna.

Po tym, gdy Serbia wyprowadziła wojsko i szczelnie zamknęła swoją granicę, z Bułgarii nie ma wyjścia. Z Grecją sprawy stoją nie lepiej. Niemcy mówią: odeślemy 20 tys. ludzi na Węgry, a Węgry - zawrócimy ich na Bałkany. A my na Bałkanach - dokąd mamy odsyłać migrantów? Nie zapraszaliśmy ich, nie ponosimy winy za bombardowania u nich. Samolotami do Europy? O jakiej Unii mówimy? W obliczu tej absolutnej niesolidarności Bułgarii nie pozostaje nic innego, niż szukać partnerstwa z Turcją - podkreślił.

Według premiera uchodźcy zaczęli stosować nową taktykę, by przedostać się do Bułgarii - pierwszego kraju unijnego na ich drodze: w kilkudziesięcioosobowej grupie jeden ma narkotyki, na przykład 300 gramów heroiny, i po zatrzymaniu grupy zostaje oskarżony o przemyt, a pozostali stają się świadkami. Pojawiają się na granicy i oświadczają: mamy heroinę. W takiej sytuacji każdy strażnik graniczny ich zatrzyma - mówił Borysow, dodając, że w ten sposób cała grupa zostaje w kraju w oczekiwaniu na proces.

We wtorek wiceminister spraw wewnętrznych Filip Gunew powiedział, że Bułgaria zwróciła się do unijnej agencji ds. granic Frontex o dodatkową pomoc w wys. 120 mln euro. Od ubiegłego tygodnia na bułgarskich granicach pracuje 100 funkcjonariuszy Frontexu, a w najbliższych tygodniach spodziewana jest kolejna stuosobowa grupa.

APA