Nowe ofiary amerykańskich nalotów na Afganistan. Jak twierdzą Talibowie, co najmniej siedem osób zginęło, a kilkanaście zostało rannych, kiedy samoloty Stanów Zjednoczonych zrzuciły bomby na skład amunicji w północnej części Kabulu. Potem nastąpiła seria eksplozji.

REKLAMA

Zabici to - według świadków, na których powołuje się agencja Reutera, - sklepikarze i przechodnie. Wcześniej w czwartek podano, że podczas nalotów zginęło sześciu cywilów w Kabulu, a pięciu w Kandaharze. Talibowie twierdzą, że od początku amerykańskich nalotów zginęło ponad 400 osób. Ale danych tych nie można w żaden sposób potwierdzić. Sojusz Północny szykuje kolejną ofensywę na strategiczne miasto Mazar-I-Szarif na północy kraju. Walczące z Talibami oddziały mają połączyć swe siły i wspólnie zaatakować miasto - powiedział agencji Reutera jeden z komendantów. Jesteśmy około pięciu kilometrów od lotniska w Mazar i Szarif - podreślił Ustad Attah. Jego zdaniem, talibańska ofensywa, która miała doprowadzić do odzyskania pozycji, straconych trzy dni wcześniej, zakończyła się kompletnym fiaskiem. Ale tych informacji także nie można wiarygodnie potwierdzić - obie strony oskarżają się o przekazywanie nieprawdy. Wiadomo, że wokół miasta toczą się ciężkie walki, opozycja, zachęcona amerykańskimi nalotami na Talibów postanowiła skorzystać z okazji i zająć stracone kilka lat temu tereny. Stany Zjednoczone nie ukrywają, że liczą iż Sojuszu Północny pomoże im w obaleniu Talibów, co z kolei doprowadzi do schwytania Osamy bin Ladena, terrorysty oskarżanego o zorganizowanie zamachów w USA.

Tymczasem nasz specjalny wysłannik do Afganistanu spotkał na pierwszej linii frontu Talibów, którzy zdecydowali się przejść na stronę opozycji. Czterech mężczyzn z plemienia Pasztunów zaledwie kilka dni temu zdecydowało się przekroczyć pierwszą linę frontu i oddać w ręce Sojusz Północnego. Zostali bardzo gorąco przyjęci przez bojowników Sojuszu, mogli zatrzymać broń i teraz walczą po stronie antytalibańskiej opozycji. Mężczyźni cztery lata temu zostali wcieleni do armii Talibów, kiedy linia frontu zbliżyła się do ich miejscowości. Teraz jednak zdecydowali się zdezerterować. Jak mówili, od pewnego czasu coraz mniej podobała im się polityka prowadzona przez Talibów. Na ich decyzję zaważył także zamach na Szaha Masuda, legendarnego przywódcę mudżahedinów z północy, który – ich zdaniem – był zwykłym zamachem terrorystycznym. Ludzie ci dostrzegli też, że w obliczu amerykańskich nalotów koniec Talibów jest już bliski.

Niestety wydaje się także, że informacja o masowych dezercjach wśród talibańskiej armii jest mocno przesadzona. Nasz reporter jest od blisko dwóch tygodni w Afganistanie, a byli to dopiero pierwsi napotkani przez niego dezerterzy.

rys. RMF

22:50