Liczba chorych zbliża się już do pół tysiąca, a niemieccy naukowcy wciąż mają zagadkę, skąd nagle atak EHEC. Szczep Escherichia coli – bakteria o tej groźnej nazwie może być wkrótce przyczyną śmierci kolejnych mieszkańców Niemiec. Na razie potwierdzony jest jeden śmiertelny przypadek, drugi jest badany, trzeci okazał się fałszywym alarmem. Naukowcy i politycy apelują by nie obwiniać nikogo, dopóki nie będzie znane źródło epidemii.

REKLAMA

Na ataki, na szczęście na razie słowne, wystawieni zostali na początek rolnicy, bo wielu zwolenników znalazła informacja, że winny jest obornik - bakteria w nawozie mogła trafić do warzyw. Minister rolnictwa stanęła jednak zdecydowanie w obronie atakowanych rolników, tym bardziej, że na razie o źródle infekcji nic nie wiadomo.

Zagadka dotyczy też ofiar bakterii. To naprawdę są często wysportowane, młode kobiety, młodzi ludzie i trudno wytłumaczyć dlaczego trafia właśnie na nich - dziwi się epidemiolog Werner Wunderle z ministerstwa zdrowia w Bremie. W tym mieście wykryto wiele groźnych przypadków. Najciężej chorzy mają zaatakowany układ krwionośny i nerki, występuje u nich tak zwany syndrom hemolityczno-uremiczny.

Mamy tak dużo przypadków występowania EHEC w ostatnich dniach ile normalnie przez rok, a nawet dłużej, ale nadal nie jest jasne, gdzie jest źródło wybuchu tych infekcji - twierdzi Reinhard Burger, szef Instytutu Kocha, najważniejszej niemieckiej instytucji zajmującej się chorobami. Pracownicy instytutu, lokalnych sztabów kryzysowych, służb sanitarnych i uniwersytetów medycznych gorączkowo szukają odpowiedzi na jedną z największych medycznych zagadek ostatnich lat w Niemczech.

Media do znudzenia powtarzają higieniczne zalecenia, które mają uchronić przed bakteriami.