Rosyjski dziennikarz Arkadij Babczenko, który wziął udział w inscenizacji własnej śmierci, zapewnił na konferencji prasowej w Kijowie, że uczestniczył w specjalnej operacji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) z własnej woli. Przyznał, że o mistyfikacji wiedzieli jedynie jego najbliżsi, w tym żona, która wezwała policję i karetkę.

REKLAMA


Opisując szczegóły operacji Babczenko dodał, że po rzekomym ataku został przetransportowany karetką do kostnicy. Tam początkowo udawał martwego, a następnie przebrał się i śledził telewizyjne doniesienia o swojej "śmierci". Później został przewieziony w bezpieczne miejsce. Jak relacjonował, w czasie inscenizacji wykorzystano świńską krew, a na miejscu pracował charakteryzator.

Babczenko zaznaczył, że początkowo miał wątpliwości co do tego, że jest planowany zamach na niego i nie chciał brać udziału w operacji SBU, jednak "nie miał innego wyjścia". Nie chodziło o fake news, lecz o operację specjalną - zaznaczył w rozmowie z rosyjską redakcją BBC

We wtorek policja na Ukrainie poinformowała, że mieszkający w tym kraju Babczenko, który znany jest z krytyki rosyjskich władz, został zastrzelony we własnym mieszkaniu. W środę SBU ogłosiła, że dziennikarz żyje, a jego zabójstwo było inscenizacją, dzięki której udaremniono operację rosyjskich służb, które rzeczywiście planowały zamach na niego. Szef SBU Wasyl Hrycak powiedział, że organizator udaremnionego zamachu na Babczenkę został zwerbowany przez służby specjalne Rosji i planował na Ukrainie 30 innych zabójstw.


(mn)