W Wołokołamsku, 100 kilometrów od Moskwy, od paru dni na ulicach protestują tysiące ludzi. Powodem protestu jest toksyczne wysypisko śmieci "Jadrowo". Pod koniec marca aż 200 osób zgłosiło się do lekarzy z powodu zatrucia gazami wydobywającymi się z wysypiska.

REKLAMA

Protestują także mieszkańcy okolicznych miasteczek. Ten rejon od dziesięcioleci jest ulubionym miejscem odpoczynku mieszkańców Moskwy, którzy posiadają tu dacze.

Władze próbowały powstrzymać protestujących. Dwóch aktywistów organizujących demonstracje trafiło do aresztu.

Władza nie słucha tych ludzi, a to absolutnie legalny obywatelski protest, tylko arogancja władzy może doprowadzić do buntu, a ci ludzie potrafią się zbuntować - mówi dziennikarz Władimir Dolin.

Demonstranci domagają się zamknięcia wysypiska i odwołania gubernatora obwodu podmoskiewskiego. Jednak władze żądania ignorują i zapowiadają budowę spalarni śmieci tuż przy wysypisku. Gubernator obiecał jedynie, że na wysypisko nie będą trafiać śmieci z Moskwy.

Ministerstwo do Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych po paru dniu wahań ogłosiło w rejonie stan nadzwyczajny i zaczęło rozdawać ludziom maski przeciwgazowe i maseczki ochraniające drogi oddechowe. Jednak mieszkańcy wyśmiali tę akcję.

Jak można założyć maskę przeciwgazową niemowlakowi, a zresztą oni mieli tylko dwa kartony tych masek - krzyczał na demonstracji jeden z mieszkańców.

Protestujących uprzedzano w miejscowych zakładach pracy, że udział w protestach może zakończyć się zwolnieniem z pracy.

(ph)